Kontrowersje wokół amstafów

Fizjonomia american staffordshire terriera nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot niewielki, dobrze umięśniony piesek. Jednak kiedy przyjrzeć się dokładnie wyrazowi jego pyska, jego wejrzeniu, widać znaczną pewność siebie i „siłę ducha". Ten pies ma interesującą historię i wynikające z niej różne kontrowersje. Na wortalu jest tekst poświęcony rasie, więc nie będę rozwijał tematu. Chcę się zająć pewną sytuacją prawną z udziałem amstafów.

Jak wiadomo, psy te nie trafiły na listę 11 ras uznawanych w Polsce za agresywne. Więc nie dotyczy ich osobliwa banicja i konieczność uzyskania pozwolenia wójta gminy na posiadanie psa tej rasy. Wprawdzie na wspomnianej liście jest bliski „kuzyn" amstafa - amerykański pit bull terrier, to sam amstaff , wg kwalifikacji urzędników MSWiA nie mieści się w pojęciu „rasa agresywna". Jestem przeciwny formalnemu kwalifikowaniu jakie rasy psów są agresywne i tym samym - pozostałe rasy - czyli nie agresywne (?). Taki podział pokazujący 11 ras agresywnych i ok. 400 ras psów pozbawionych tej cechy, może wskazywać na skalę absurdalności pomysłu ustawodawcy. Jako sędzia kynologiczny mam pewne obserwacje. Przez lata pracy na wystawach psów, zarówno w Polsce jak i w innych krajach, oceniałem w sumie wiele tysięcy tych czworonogów. Średnio jeden pies na tysiąc ocenianych pozostawiał mi dziury w przedramieniu. Zawsze był to przedstawiciel II grupy FCI, w większości psy spoza w/w kwalifikacji MSWiA. Nigdy nie ugryzł mnie żaden terrier typu bull, w tym amstaf. Jednak, co muszę napisać, wielokrotnie widziałem, również na wystawach psów, bardzo groźnie wyglądające ataki american staffordshire terrierów na inne psy. Otóż istnieje opinia, że psy tej rasy mają najczęściej sympatyczny, przyjacielski stosunek do ludzi i jednocześnie, zwłaszcza egzemplarze niezbyt starannie socjalizowane, mało przyjazny stosunek do innych psów.

Pierwsza część tego zdania też kryje pewną ambiwalencję. Otóż mam uzasadnioną podstawę ażeby stwierdzić następujące uogólnienie. Nieomal każdy pies jest sympatyczny, przyjacielski w stosunku do „własnej rodziny", do domowników. Bardzo często wynika z tego niedobre przekonanie, że „Rolf" (np. mastino napoletano) jednakowo kocha wszystkich. Nic bardziej mylnego. Miłe relacje z własnym psem, niejednokrotnie osłabiają czujność właściciela i o kłopoty jest nie trudno. Piszę o tym dlatego, że takie, mylne przekonanie jest niejednokrotnie przyczyną, która ma finał na wokandzie sadowej.

Zajmijmy się konkretną sprawą, którą z powództwa cywilnego wytoczono pewnemu właścicielowi amstafów. Okoliczności kłopotu były następujące.

Zalesione okolice dużej aglomeracji miejskiej. Niezbyt gęsta zabudowa granicząca z terenem zalesionym, polanami, łączkami. Idealny teren do spaceru z psem. Tu celowa jest pewna uwaga. Pole obserwacji człowieka i psa jest zupełnie różne. W zadrzewionym terenie, porośniętym również krzakami, widoczność na poziomie oczu psa t.j. 20 - 40 cm jest znacznie lepsza niż na poziomie oczu człowieka. Ze względu na światło - krzewy są intensywniej porośnięte liśćmi od pewnej wysokości. Wspomniana „czytelność" otoczenia, w zależności od kierunku wiatru, może być niebywale zaktywizowana poprzez fenomenalny węch psa.

Dlatego, zanim spuścimy swoją pociechę ze smyczy trzeba bardzo dokładnie rozeznać czy w pobliżu nie spaceruje ktoś, zwłaszcza z psem. Regulaminy porządkowe gmin często zezwalają na spuszczenie psa ze smyczy ale, z reguły, ma on mieć założony kaganiec. W interesującym nas przypadku miała miejsce taka właśnie obligacja. Jednak właściciele psów często nie znają albo nie podporządkowują się obowiązującym przepisom prawa.

W przedmiotowej sprawie sceneria była następująca. Para młodych ludzi spaceruje z bardzo spokojnym, miłym i nieco tchórzliwym kundelkiem średniej wielkości. Piesek jest puszczony luzem, bez kagańca, biega obok. Zajęci rozmową nie zauważają, że w pobliskim lasku spaceruje starszy pan z dwoma amstafami. Co gorsza one też puszczone są luzem i bez kagańców. Psy niestety znacznie wcześniej niż ludzie zauważają się wzajemnie. Trzeba pamiętać, że pies niezależnie od stopnia ucywilizowania pozostał drapieżnikiem. Nie musi to oznaczać agresji ale ochota pogoni za czymś uciekającym ma często miejsce. Amstafy ruszają w kierunku kundelka, który zaczyna uciekać. Zatacza krąg i goniony przez parę amstafów przybiega do właściciela. Zamieszanie, obszczekiwanie, wymachiwanie rękami - próba odgonienia agresorów...Wszystko dzieje się w ułamkach sekund i w atmosferze ogromnych emocji. W takim zamieszaniu można być ugryzionym zarówno przez psa własnego jak i przez napastnika.

Pan Janusz, właściciel kundelka zostaje ugryziony w dłoń. Sprawa trafia do prokuratury i zostaje umorzona na podstawie obdukcji lekarskiej - uszczerbek na zdrowiu nie wyczerpujący znamion ciężkich obrażeń ciała. Pomimo takiej kwalifikacji ręka była przez kilka dni spuchnięta, obolała. Uniemożliwiło to zrealizowanie podjętej akurat pracy i zarobienia kilku tysięcy złotych. Cała sytuacja był na pewno przeżyciem nie miłym, stresującym.

 Rozgoryczony Pan Janusz występuje z pozwem cywilnym przeciwko właścicielowi amstafów i oczekuje zadośćuczynienia na poziomie bliskim 10 tys zl.

Sprawa toczy się od dwóch lat. Każda ze stron wskazuje innego sprawcę ugryzienia. Sąd ma niewątpliwie sytuację kłopotliwą. Powołuje biegłego kynologa, który ma wskazać psa - sprawcę ugryzienia.

 Konkluzja opinii biegłego jest następująca: W przedmiotowej sprawie, z dużym prawdopodobieństwem można określić inicjatywę sprawczą zdarzenie ze wskazaniem na amstafy, ale nie można wskazać psa - bezpośredniego sprawcę pokaleczenia. Niezależnie od tego, który pies złapał zębami rękę Pana Janusza - inicjatywa która sprawiła, że doszło do pokaleczenia jest po stronie amstafów gdyż to one goniły i atakowały psa Powoda.

Reasumując. Każda ze stron występujących w przedmiotowej sprawie popełniła błąd w nadzorze psów. Gdyby właściciele czworonogów przestrzegali obowiązującego w gminie regulaminu tzn. psy miałyby założone kagańce, sprawa zakończyła by się na pogoni. Jednocześnie rodzi się uwaga adresowana zwłaszcza do właścicieli amstafów. Na spacerze w pustym terenie, kiedy w pobliżu pojawi się jakikolwiek pies - amstaf  bezwzględnie powinien być prowadzony na smyczy.

 

Jan Borzymowski
WORTAL PSY24.PL


Więcej w tym dziale:


Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.