Quo vadis rottweilerze ?

Kiedyś otrzymałem od niemieckiego wydawcy, Pani Helgi Brökeland książkę „Rottweiler”. Było to dla mnie niebywale komplementujące wyróżnienie. Najlepsze na świecie, bogato ilustrowane opracowanie (624 str.) poświęcone rottweilerom, zajmuje w mojej bibliotece honorowe miejsce. Autorem jest Adolf Pienkos, doskonały znawca wymienionej rasy psów.  Teraz, po latach, kiedy przeglądam monografię, widzę jak na przestrzeni minionych stu lat zmieniła się sylwetka tej wspaniałej rasy psów. Początki uporządkowanej, w kategoriach kynologicznych hodowli są zawsze trudne. Pewną prawidłowość stanowi kształtowanie rasy wg zamierzeń jej twórców, autorów teorii, która ma stanowić wyznacznik dążeń. Regułę stanowią kolejne korekty wzorca, godzenie teorii zamierzeń z praktyką hodowlaną. To proces bardzo trudny, długi i nie do końca przewidywalny. Praktyka kynologiczna wskazuje, że dyscyplina hodowlana nie zawsze jest przestrzegana. Po wielu latach pracy, starań, wykształcił się typ rottweilera - mocno zbudowanego psa pracującego, o silnej, zrównoważonej psychice. Wstęp wzorca tak kwalifikuje: rottweiler jest psem średniej wielkości lub dużym, krzepkiej budowy, ani ociężałym, ani lekkim. Jego zwarta, mocna i proporcjonalna sylwetka jest odbiciem dużej siły, zręczności i wytrzymałości.

Korekta w  postaci zakazu kopiowania ogona nieco zmieniła sylwetkę. Nie miało to jednak większego znaczenia.

Wspomniana teoria założeń, a wizje hodowców realizowane poprzez praktykę hodowlaną to niejednokrotnie dwie różne sprawy. W kształtowaniu wszelkich ras psów, a w szczególności wywodzących się z doboru naturalnego (tzw. prymitywnych), zawsze następuje znacząca ingerencja człowieka określającego pożądany kierunek rozwoju hodowli. Podobnie dzieje się z rasami od początku kreowanymi przez człowieka. Dobrze kiedy wszelkie poczynania hodowlane kierują się myślą przewodnią określoną we wzorcu rasy. Z tym bywa różnie. Niejednokrotnie pojawia się problem swojego rodzaju „wolnej amerykanki”, indywidualnych dążeń, wizji odbiegających od założeń wzorca. Nie jest to dobra praktyka i prowadzi do wykoślawiania rasy wg czyjegoś „widzi mi się”. Zwłaszcza na przełomie XX i XXI wieku pojawiły się osobnicze tendencje kształtowania popularnego rottka, znacznie odbiegające od założeń wzorca.  Przyjrzyjmy się pewnym szczegółom tego zjawiska.

Zacznijmy od oceny jakości rottweilera, werdyktu sędziego, który ma miejsce na każdej wystawie. Wynik oceny psa stanowi bilans zaobserwowanych zalet i wad jego budowy anatomicznej, szaty, pigmentacji, ruchu, psychiki, wiążącego się z nią temperamentu itp. We wstępie wzorca podkreślona jest proporcjonalność psa. To ważna uwaga, stanowiąca element ukierunkowania rozwoju rasy. Wskazuje na harmonię anatomii, unikanie dysproporcji. W wymienionych we wzorcu wadach dyskwalifikujących powiedziane jest m.in.: eliminuje się z hodowli egzemplarze z cechami wyraźnie przeciwnymi swojej płci (np. sucze samce i na odwrót). Na wystawach pojawiają się czasami przerośnięte, bardzo mocno zbudowane suki, o samczych głowach. Niewątpliwie tracą wyraz płci. Jednak praktyka obserwacji wskazuje iż  jako wadę dyskwalifikującą uznaje się najczęściej jedynie samca o suczym wyglądzie, a nie samczą sukę. Akceptacja i wysoka ocena pewnego typu przedstawicieli rasy, nie pozostaje bez wpływu na preferencje hodowlane. Na wystawie, sędzia postawiony jest przed faktem dokonanych dążeń hodowcy. Ten dyktat powinien być bardzo precyzyjnie weryfikowany gdyż pozostaje nie bez wpływu na dalszy kierunek dążeń hodowlanych. To szczególnie ważna rola sędziego.  Arbiter znający perfekcyjnie standard rasy dokonuje oceny niejako przez pryzmat własnej osobowości, własnych upodobań. Następuje „zderzenie” preferencji sędziego i preferencji dążeń hodowcy, który świadomie dokonywał skojarzeń prowadzących do wykształcenia określonego typu psa. Bywa, niekoniecznie modelowo odpowiadającego wzorcowi… Najczęściej chodzi o zmiany w budowie głowy, a także sprowadzające się do przebudowanej, zwalistej sylwetki.  Moje spostrzeżenia opieram na zaobserwowanych faktach. Niech przykładem będą niektóre hodowle polskie, rosyjskie, a zwłaszcza krajów bałkańskich.

 Najbardziej rzucającym się w oczy szczegółem budowy przedstawiciela omawianej rasy jest głowa. Nieprzypadkowo na stupunktowej skali oceny rottweilera szczegóły budowy głowy, wraz z szyją, obejmują aż 31 punktów wg następującego wyszczególnienia:

głowa 9 pkt.
uzębienie 5 pkt.
uszy 3 pkt.
kolor oczu 4 pkt.
kształt oczu 2 pkt.
pigment 4 pkt.
szyja 4 pkt.

Ponieważ w dążeniach hodowlanych najczęściej głowa rottweilera jest przedmiotem dążeń, niekoniecznie zgodnych z wzorcem, przyjrzyjmy się szczegółom pożądanej budowy, zwłaszcza elementom, które najczęściej ulegają pewnym „nadinterpretacjom hodowlanym”.

Mózgowioczaszka: powinna być średniej wielkości, szeroka między uszami, linia czoła widziana z boku umiarkowanie wypukła. Guz potyliczny dobrze rozwinięty, ale nie nadmiernie wystający. Przełom czołowy (stop) dobrze zaznaczony. Rzeźba mózgowioczaszki w znacznym stopniu stwarza wrażenie „samczości” lub „suczego wyrazu” sylwetki. Nie oznacza to jednak, że trzeba dążyć do uzyskania możliwie największej, przebudowanej głowy. Jak w całej sylwetce psa, również tu muszą być zachowane proporcje komponujące się w ładną, harmonijną całość z pozostałymi elementami budowy.

Za błędną uznaje się głowę rottweilera, która jest charcia, wąska, lekka, za krótka, zbyt długa, ale również ociężałą, przebudowaną, z płaskim czołem, czyli z brakiem przełomu lub słabo zaznaczonym. Również pofałdowana na głowie skóra jest błędem. Zmarszczki mogą występować , ale jedynie w sytuacji, kiedy pies zwraca na coś szczególna uwagę.

Głowa rottweilera powinna być mocna, z uwzględnieniem w/w uwag. W żadnym wypadku nie powinien to być „ogromny sagan”, zaburzający pojęcie szlachetności, proporcji, piękna psa.

Kufa (pysk): proporcjonalna do głowy, ani zbyt długa, ani zbyt krótka. Przy zachowanych proporcjach, sprawą najważniejszą jest wypełnienie kufy. Nie może być wąska, klinowata, płytka i w tym sensie długa lub spiczasta. Nie powinna być łukowata, wklęsła krawędź nosowa, poddarta.

Wyjątkowym zakłóceniem proporcji jest bardzo krótka, zarazem bardzo głęboko wypełniona, poddarta, „bokserowata” kufa.

Oczy: powinny być średniej wielkości, w kształcie migdała, ciemnobrązowe z dobrze przylegającymi powiekami. Za wadliwe, na poziomie błędu, uznać należy oczy jasne (ale jeszcze brązowe), zbyt duże, zbyt głęboko osadzone, wyłupiaste, okrągłe, małe, silnie zmrużone, szparkowate.

Bardzo niekorzystnie wygląda rottweiler z okrągłymi, wyłupiastymi oczami.

Uszy: średniej wielkości, wiszące, trójkątne, wysoko, ale bez przesady, i szeroko osadzone. Uszy zwrócone ku przodowi, dobrze przylegające przednią krawędzią stwarzają wrażenie szerszej Glowy. Do kategorii błędu zalicza się uszy nisko osadzone, ciężkie, długie, kłapciaste, odchylone do tyłu tak, że widać małżowiny, odstające, nierówno noszone – asymetrycznie.

Głowa rottweilera z odgiętymi, „kalafiorowatymi” uszami wygląda wyjątkowo szpetnie.

Szyja: mocna, średniej długości, dobrze umięśniona, od łopatek wyginająca się w lekki łuk, nie otłuszczona, sucha, pozbawiona fałd skórnych i luźnego podgardla.

Komentarz oparty na wzorcu rasy niech posłuży jako pewnego rodzaju „pomocnik” do oceny głowy rottweilera, która staje się coraz częściej obiektem wykoślawionych dążeń hodowlanych. Ażeby nie stwarzać personalnych odniesień, nw. zdjęcie zostało wykonane na photoshopie. Jednak praktyka wystaw psów rasowych wskazuje na funkcjonowanie określonej tendencji w realu. Wnioski należą do hodowców. 

Jan Borzymowski

Zobacz komentarze

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Dyskusja

  • Jan Borzymowski

    W budowie głowy rottweilera, ważnym elementem są też policzki. To nie może być "pucołowaty misiek" z zaokrąglonymi policzkami

  • Jan Borzymowski

    Uwagi, które występują w artykule nt. zmian sylwetki rottweilera nie stanowią wyłącznie mojego spostrzeżenia. Zachodzące niedobre tendencje, zwłaszcza w budowie głowy, zauważył m.in. jeden z czołowych polskich hodowców - Pan Janusz Wiśniewski (hodowla "Ze Żbikowa"). To cieszy, że aktywny praktyk hodowli wspomnianej rasy ma takie a nie inne zdanie. Oby jak najwięcej hodowców je podzielało. Nowi adepci hodowli rottweilerów powinni konsultować się z tymi, którzy wiedzą "gdzie stoją konfitury" :)

  • Asia

    Cenny artykuł. Zawsze marzyłam o rottweilerze, a ponieważ warunki nie pozwalały mi na to, odkładałam decyzję o zakupie na kolejne lata. Obserwowałam jednak cały czas polskie hodowle rottków i zauważyłam, że eksterierowo współczesne rottki w większości kompletnie mi nie odpowiadają. Musiałabym psa sprowadzać zza granicy, a nie orientuję się zupełnie w zagranicznych hodowlach (bariera językowa). W końcu, gdy nadszedł czas, gdy mogę zakupić wymarzonego psa, wybór padł na czechosłowackiego wilczaka - rasa jeszcze niespaczona bezguściem hodowców, można trafić na niezłe egzemplarze i w Polsce...

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.