Refleksje po północy II – Zapach szczeniaczka

Jest 1.30 w nocy. W pokoju obok szczeniaczki, które jeszcze zostały, próbują zarwać podłogę i ogólnie uważają, że jest to świetna pora do zabawy. Jeszcze są choć, mam taką nadzieję, znajdą wkrótce swoje nowe domy.
Jeszcze są a ja już tęsknię. Za czym? Za ich zapachem. Za mieszanką szczenięcego „zapaszku” – trochę szczenięcych siuśków, karmy, zapachu kojca.
 
W każdej hodowli przychodzi chwila stagnacji. To chwila, kiedy nie ma szczeniąt ale już planuje się kolejne krycie. Oglądam wtedy zdjęcia psów, zaglądam na strony różnych hodowli. Odległość w kilometrach nie ma znaczenia. Hodowla jest w Prowansji? Czy może w jakieś małej angielskiej wiosce… Detal. Tam jest ON. Śliczny pieseczek… i jaką ma piękną głowę… a jakie kątowania… i rodowód z liniami, które są grzechu warte…
 
I tak siedząc przed monitorem i wyszukując potencjalnych tatusiów dla nienarodzonych szczeniaczków – planuję. Snuję marzenia. Przestrzeń nas dzieląca nie ma znaczenia. Choć czasem ten wymarzony jest całkiem blisko. To nie ma znaczenia. Jeśli ten wymarzony znajdzie się w odpowiedniej chwili… będą szczeniaczki. Ale czasem, mimo cudownych planów i pokonanych przeszkód, z randki naszej ukochanej suni nic nie wyjdzie. Czekamy, sprawdzamy czy brzuszek jest jakby okrąglejszy, idziemy na USG… i dowiadujemy się, że „niestety, nie tym razem”.


W ciężkim zdumieniu analizujemy – jak to się mogło stać? Myślenie i dumanie nic nie da. Nie będzie szczeniaczków. I co? I rodzi się tęsknota. I przypominają się chwile, gdy szczeniaczki były, popiskiwały i pachniały swoim szczenięcym zapachem. Węch jednak mocno działa na podświadomość (wiedzą o tym producenci perfum i inni manipulanci marketingowi). Kto raz, jako hodowca, zaznał takich wrażeń i emocji, zapamięta to na całe życie. I uzależni się. Hodowcy z którymi rozmawiam, a w danej chwili nie mają szczeniąt, zawsze mówią, ze tęsknią za szczeniętami.
 
Każda dłuższa przerwa, to nie tylko przerwa w hodowli, to przerwa w doznaniach. To tęsknota za małymi i sunią – mamą. Ona jest z reguły wspaniała a małe są cudowne. Małe i nieporadne początkowo. Szybko rosną, widać charakterki, są przymilne i pachną… Pachną szczeniaczkiem. Tego zapachu, dopóki nie pomieszkają jakiś czas w nowych domach, nie zmyje szampon ani mydło. Kto zna ten zapach, będzie go pamiętał na zawsze. Czasem, gdy u mnie są szczeniaki, przychodzi ktoś, kto akurat jest w czasie oczekiwania. I co robi? Wtula nos w szczeniaczka i wdycha zapach.

I może ten zapach podtrzymuje zapał w jego własnej hodowli, bo nie zawsze krycia wychodzą po myśli? Ten zapach, jak zapachy z dzieciństwa, przypomina własne chwile radości posiadania w swojej hodowli szczeniąt. Po tym poznaję pasję hodowcy. Szczeniaczek to nie tylko śliczny obrazek do oglądania tylko. To cały zestaw bodźców i sygnałów. To wszystkie zmysły, którymi mamy szczęście odbierać szczeniaki. Dźwięki, zapachy i obrazy. I dotyk. I jeszcze coś, co rodzi się gdzieś w nas.

To uczucia jakich doznajemy odbierając poród naszej suni. Małe stworzonka, tak niepodobne do psów a jednak pieski. Czasem ratowane mimo wszystko… Otoczone opieką, doglądane, głaskane od pierwszych chwil ich życia. Dorastające, brane na ręce, pocieszane gdy coś zaboli, wycierane po pierwszym samodzielnym jedzeniu. Cieszące się na nasz widok, niezgrabnie podskakujące, drapiące nasze ręce i próbujące na nich swoich mleczaków. I odjeżdżające do nowych domów. Ale ich zapach zostaje… i może nie tylko w głowie hodowcy… ale w sercu. I dlatego, jak to zwykle po rozstaniach, tęskni się. A że życie toczy się dalej i hodowla powinna się rozwijać, przychodzi czas na nowe…

 

Nowe pomysły – jak dalej prowadzić hodowlę, co w niej poprawić, czego unikać. Gdzie szukać wartościowych psów, na co zwracać szczególną uwagę. A w tle snuje się zapach szczeniaczka… Czy to uzależnienie jest szkodliwe? Czasem pewnie tak. Może podświadomość kieruje nas do najprostszych rozwiązań, byle jakiego psa, byle bliżej, byle bez kłopotów. A komu zależy czy to będzie takie skojarzenie czy inne? Ano powinno nam przede wszystkim zależeć. W prawie każdej bajce łatwa i prosta droga do szczęścia jest ułudą. Łatwość osiągnięcia celu jest często drogą do nikąd. Ani szczęścia, ani królewny ani połowy królestwa nie mówiąc o sławie i chwale.




Ale może ten zapach szczeniaczka mobilizuje nas do heroicznych czasem czynów? Krycie na Madagaskarze? Żaden problem… trzeba tylko… i tu „krótka” lista naszych działań uwieńczonych oczywiście sukcesem.

I może o to właśnie chodzi? Nasza motywacja, jako hodowcy, powinna mieć oprócz realnych podstaw jakąś domieszkę szaleństwa. Marzenia o wspaniałej hodowli, o doborze super rodziców, o poprawę czegoś co nie do końca nam się w niej podoba. Krycie na Madagaskarze? Czemu nie? Może nie Madagaskar ale coś trochę bliżej. Ale wymarzone, dobrze dobrane, będące krokiem naprzód w naszej hodowli. I jeśli się postaramy, pokonamy przeciwności i dopniemy swego… główna nagroda będzie nasza. Pojawią się szczeniaczki. I wtulając nos w ich futerko i wdychając szczenięcy zapach będziesz mógł sobie zamruczeć … warto było jechać na ten Madagaskar/ Księżyc/ Antarktydę (niepotrzebne skreślić).


Agnieszka Mordwa
WORTAL PSY24.PL

Zobacz komentarze

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Dyskusja

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.