Po co hodowcy psów apteczka i dobry lekarz

Każdy hodowca, jak wszyscy ludzie, ma swoją życiową drogę. Obok niej wije się mniejsza lub większa dróżka jego hodowli. Jak w bajkach, bywa prosta i piękna lub kręta i kamienista i często pod górkę. Rozpoczynając podróż tą drogą, jaka ona by nie była, dobrze się zaopatrzyć w zestaw pierwszej pomocy i poszukać dobrego lekarza. Nie, nie weterynarza. Ludzkiego. Wstępnie może być internista (tak panie doktorze, jestem hodowcą… z tym się żyje…długo).

Prowadząc hodowlę często nabijemy sobie guza, zwichniemy cośtam lub cośtam obetrzemy do krwi. Plasterek, jakiś bandaż, jodyna i po bólu. Ale czasem zwykły plaster nie wystarcza i wtedy dobry lekarz jest nieodzowny (tak panie doktorze, jestem hodowcą mam liczne objawy… ale jestem zdrowy).

O czym mowa? O emocjach związanych z hodowlą. Generalnie życie hodowli toczy się spokojnie. Dzień za dniem… słonko i ładna pogoda. My i psy uśmiechnięci i zadowoleni. No, może czasem mały deszczyk i dreszczyk. Piesek ma biegunkę albo „doła” i nie chce swojego serka.

Nadchodzi sezon wystawowy lub nasze psy wkroczyły w wiek kiedy „pora zostać gwiazdą”. Emocje nadciągają umiarkowanym zachmurzeniem. Jeździmy na wystawy, wygrywamy lub nie… Stany pogodowe naszych emocji zaczynają się zmieniać. Cieszą nas lub złoszczą wyniki. Umiarkowanie. Możemy też doznać stanów euforycznych, gdy nasz pies stanie na tzw. pudle lub krew nas zaleje bo przegra, oczywiście niesprawiedliwie. Małe burze w głowie i w sercu. Lub wielkie i spektakularne. Burze letnie i ozdobione tęczą lub ciężkie śnieżyce bez nadziei na choćby promyk pocieszenia. Skacze ciśnienie, krew tętni w skroniach, pocą się ręce i pytamy „po co nam te atrakcje”? Stany przedzawałowe. Ot takie sportowe emocje…

Wracamy do domów, oddychamy głęboko i wiedziemy dalej spokojny żywot hodowcy. (tak panie doktorze, już jestem spokojny… spokojny… wystawy? Obiecuję omijać… wiem ciśnienie mi skacze i te nerwowe tiki…).

Prognozy na szczenięta. Już nas lekko niepokoją. Czy sunia zdrowa i kiedy na litość psią ta cieczka? A czy ten reproduktor odpowiedni? Prześledziliśmy rodowody rodziców, mamy już rodowód przyszłego miotu i czekamy. Sunia wie kiedy nadejdzie czas na randkę. Ale nie chce powiedzieć. Mija czas… emocje rosną, ludzie pytają. My patrzymy na sukę i znów zaczyna skakać nam ciśnienie. Odkładamy urlop planowany w celu odchowania szczeniaczków i odkładamy… W pracy dziwnie na nas patrzą… My patrzymy suce głęboko w oczy a ona mruga do nas „kochasz mnie, prawda?”, „szczeniaczki? Ale o co ci chodzi?”, „w tym roku? Żartujesz, ha,ha,ha”. Wertujemy mądre książki, pytamy weta i innych hodowców o co chodzi, bo cieczka powinna już być. A sunia przeciąga się z zadowoleniem… a nas powoli zaczyna trafiać…(tak panie doktorze, może jestem troszkę zbyt nerwowy… to suka jedna! Żeby mnie tak w konia robić…wiem, to nie powód do nerwów ale sam pan rozumie… nie?).

I nagle … tadam!!! Nadejszła wiekopomna chwila, jedziemy na randkę. Jeśli wielka wyprawa – nie szkodzi. Jesteśmy przygotowani. Bliżej – też dobrze. Jeszcze badania suni czy aby dobrze wyliczony termin i już. Sukces gwarantowany. Randkę czas zacząć. A tu nic. Ona patrzy na psa wilkiem, on bardziej cieszy się na nasz widok niż możliwością powiększenia psiej populacji. Stoimy nad naszą parką a w głowie zaczynają się kłębić czarne chmury. Źle obliczony termin, coś z tymi psami jest nie tak, dlaczego mają w nosie swoją jakże atrakcyjną obecność? A może wzięliśmy nie tą sukę co trzeba? Sprawdzamy. Ta… Dobrze, przyjedziemy jutro. Randka się w końcu odbyła. Teraz czekamy na owoce tego spotkania. Obserwujemy sunię, patrzymy jej w oczy, szukamy objawów ciąży… no nie w oczach…

No tak, jeszcze za wcześnie, randka była 2 tygodnie temu. Są suki co już po kryciu są w ewidentnej ciąży. Stają się natychmiastowo ociężałe cieleśnie i słuchowo. Wszystko robią powoli, z gracją starszej damy choćby miały 2 lata. I słuch im się pogarsza, zwłaszcza na nasze prośby wszelakie. A my czekamy z drżeniem serca czy się wszystko udało. Ci ze zbyt rozwiniętą wyobraźnią zaczynają popadać w lekką paranoję. Odczuwają stany lękowe i palpitacje serca. Wizje ewentualnych problemów nie dają spać i popadają w bezsenność. A tu 2 miesiące czekania… (tak panie doktorze, nie śpię wcale i wymyślam… bo wie pan co się może wydarzyć? Jestem przewrażliwiony? Etam…).
Mniej więcej w połowie spodziewanej ciąży biegniemy z sunią na usg. Zaczyna się badanie a my zaczynamy się stresować. Jest czy nie? Jest !!! Są bąbelki w suni, tak to szczeniaczki. Radość. Co niektórzy wręcz skaczą pod sufit narażając się na obrażenia cielesne, zwichnięcia, złamania i inne podobne uszczerbki na zdrowiu. Serce wali, niezdrowe rumieńce… wylew? (nie…panie doktorze, naprawdę nic mi nie jest… to z radości).

Ale może być tak, że nic usg nie wykaże. Zdziwienie, zaskoczenie, rozczarowanie, „dołek” może wręcz depresja? A miało być tak pięknie…

A gdy już się urodzą szczenięta… wtedy zaczyna się karuzela emocji. Czy zdrowe, czy wyrosną na spodziewane piękności, czy znajdziemy im kochających i odpowiedzialnych właścicieli? O tych emocjach, oczekiwaniach, kołataniach serc, burzach myśli można napisać całkiem grubą pozycję. Podręcznik dla lekarzy wszelakich specjalizacji. Od psychiatrii do okulistyki… Podręcznik „Jak uratować hodowcę przed szaleństwem, i czy to w ogóle możliwe?” (nie mam czasu panie doktorze… mam szczeniaczki!!! A w rodzinie wszyscy zdrowi).

Jakie inne zdarzenia, wymagające ewentualnej interwencji lekarskiej, przytrafiają się hodowcom? Jest ich dużo. Nie tylko wesołe ale i najtragiczniejsze. Gdy nasze psy chorują, gdy szukamy pomocy wetów, szukamy pomocy czasami bezskutecznie. Gdy nasze psy odchodzą, z reguły w najmniej odpowiednim momencie, za wcześnie. Opuszczają nasze hodowle, zostawiają nas ze złamanymi sercami, z pustymi głowami. Barometr naszej hodowlanej pogody pokazuje totalne niże i zdaje się być zacięty w tym stanie. Na zawsze… (panie doktorze, to wszystko jest do bani, życie jest podłe… wiem nie ma na to leku… wiem, to minie… kiedyś? Nigdy? I boli okropnie…wszędzie).

Ale życie nasze i naszej hodowli toczy się dalej… Następne pokolenia nadchodzą ciesząc nas i martwiąc. Rozśmieszając, dając nadzieje, wtulając swoje mokre nosy w nasze serca. Huśtawki uczuć bujają się nadal. Jednego dnia dowiadujesz się o wspaniałych sukcesach psów pochodzących z twojej hodowli. I tego samego dnia dowiadujesz się, że któryś odszedł na zawsze. Łzy szczęścia mieszają się ze łzami rozpaczy. Duma i żałoba. Radość i niedowierzanie, że „jak to się mogło stać, był jeszcze taki młody” (panie doktorze, czy grozi mi rozdwojenie jaźni? Mam poplątane emocje, czy tak mi zostanie?).

Czy normalny człowiek może to wszystko wytrzymać? Czy serce wytrzyma? Czy zwoje mózgowe nie rozprostują się lub nie pofałdują nadmiernie? Owszem stresy i adrenalina działają ponoć mobilizująco… Ale ile można być w stanie mobilizacji… czy to jakaś kompania karna czy co? Trochę spokoju czasem jest konieczne do przetrwania (no, panie doktorze proszę mnie zamknąć w jakimś odosobnionym miejscu… i żadnych psów!!! Kotów, papużek i innego stworzenia).

Prowadząc hodowlę masz do czynienia z życiem innych stworzeń. „Powołujesz” je do życia i żegnasz. Wszystko się może zdarzyć. Jak w filmie z Bollywood.. Czasem słońce czasem deszcz… Zastanów się zanim podejmiesz podróż tą drogą.
Czy jesteś na tyle zdrowy aby znieść to wszystko? (ja nie zniosę panie doktorze? Ja to zniosę wszystko… no nie … jajka nie).
Czy masz zdrowe serce i głowę? (panie doktorze jestem zdrowy od 100 pokoleń… jako ten rydz… hej rudy, rudy rydz…).
Czy jesteś wystarczająco silny i sprawny? (no panie doktorze, ja nie przebiegnę 72 okrążeń po ringu? I że niby nie będę się wyginał w dziwacznych pozach przed sędzią? Ja wyginam śmiało ciało jak to mówi jeden król… lemur, nie oglądał pan?).

Czy jesteś odporny na tak przeróżne i często zmieniające się warunki pogodowe w twojej przyszłej hodowli? (panie doktorze jestem odporny… odpierałem już takie rzeczy o jakich nie śniło się filozofom…).

Jeśli jednak wybierzesz tą drogę … znajdź dobrego lekarza. I nie mów, że nie zostałeś uprzedzony, że czasem będzie bolało.
…czy jest na sali lekarz? Ci Państwo chcą być hodowcami…

Życzę zdrowia wszystkim hodowcom, zdrowia we wszelkich aspektach fizyczności i psychiczności…

Agnieszka Mordwa
hodowla seterów szkockich "Klan Basów"
WORTAL PSY24.PL

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.