Prośba o cmentarz dla psów

Bruderszaft z psem.

 „Gdy moja dusza będzie lecieć
do nieba, bardzo rada z tego,
nie kładźcie mi do ręki świecy -
dajcie mi kość dla psa mojego."
Eugeniusz Jewtuszenko

PROŚBA O CMENTARZ DLA PSÓW

Co roku setki tysięcy turystów przybywa do Beddgelert, wioski w północnej Walii, aby zobaczyć grób psa imieniem Gelert i przeczytać wyrytą w kamieniu historię. Historię, która tak głęboko zakorzeniła się w walijskim folklorze, iż stała się źródłem powiedzenia „żałować jak człowiek, który zabił swojego psa". Wedle legendy grób ten miał usypać swemu wiernemu psu najpotężniejszy średniowieczny władca Walii Llywelyn Wielki. Kiedy bowiem wrócił on pewnego dnia z polowania znalazł pustą kołyskę swojego syna. Na powitanie wybiegł mu Gelert, a z jego pyska ściekała krew. Przerażony książę niewiele myśląc wyciągnął miecz i zabił psa. Chwilę później zobaczył rozszarpanego wilka i usłyszał kwilenie dziecka, które całe i zdrowe leżało obok kołyski. Stało się jasne, że Gelert ocalił życie chłopcu. Usypany grób przypominać miał o bohaterskim czynie wiernego psa.

Czemu opowiadam tą historię? Bo pomyślałam sobie, że nasze psy, choć być może nie koniecznie wsławiają się bohaterskimi czynami, to jednak dawno już przestały być sprzętami domowymi szarpiącymi się na łańcuchu, weszły głęboko w nasze życie, stały się członkami rodzin, towarzyszami życia, a grobów nikt im nie sypie. Być może największa ich zasługą jest zlizanie łzy z naszego policzka w chwili smutku, wesołe pomerdanie ogonem na nasz widok lub sama chęć obrony naszego dobytku obwieszczana szczekaniem, gdy puka ktoś do drzwi. Jednak czy to mało?

Często z uśmiechem pobłażania przyglądamy się zdjęciom psich cmentarzy zdobnych w marmurowe posągi. Cmentarz dla psów? To już chyba przesada! Równo przystrzyżony trawnik z białymi tabliczkami znaczącymi miejsce wiecznego spoczynku czworonogów wywołuje czasem nie jasne dla mnie rozbawienie. Oglądane na Zachodzie cmentarze dla zwierząt nie wydawały mi się śmieszne. Zwłaszcza kiedy zobaczyłam kilkuletnią dziewczynkę kładącą wianek ze stokrotek na grobie chomika. Uczymy nasze dzieci wrażliwości i miłości do zwierząt. A gdzie ląduje najczęściej nieżywy polski chomik? W kartonowym pudełku i w zsypie na śmieci. Złota rybka? W toalecie. Pies? Tu już różnie.

Co możemy zrobić, kiedy któryś z naszych czworonożnych przyjaciół odejdzie z tego świata? Nie wolno (pomijam tu kwestie wrażliwości) wyrzucić go do śmieci, bo to „odpad sanitarny". Z tego samego powodu nie można zakopać go w ogrodzie lub w pobliskim lasku. Można ewentualnie dotransportować jakimś sposobem zwłoki do lecznicy, która by je przyjęła i za opłatą poddała utylizacji. Nie chcę jednak, aby mój pies lądował na stercie zwłok i trafił do pieca. Najprawdopodobniej więc, jak większość moich znajomych, pod osłoną nocy, w tajemnicy przed służbami sanitarnymi, zakopię go na jakiejś ukwieconej polanie.

Człowiek pilnie strzeże przynależnych mu przywilejów. Jednym z nich jest godziwy pochówek. Ja nie proszę o pogrzeb dla naszych psów. Chciałabym jednak, aby było takie miejsce, gdzie mogą spocząć nasi „bracia mniejsi". Chciałabym  po kilku latach wziąć za rękę moją córkę, pokazać jej biały kamień na równo przystrzyżonej trawie i powiedzieć, że właśnie tu leży ta suka, która wylizywała jej buzię umazaną mlekiem i którą ona ciągnęła za ogon w dzikich harcach po mieszkaniu, a którą pamięta teraz jedynie ze zdjęć. Ta sama, która przynosiła jej zabawki na pocieszenie w chwilach płaczu i która broniła obcym dostępu do jej wózka. Nie zabiła co prawda wilka, nie wizytują jej grobu turyści, ale kochała mocno i była na prawdę bardzo wiernym psiskiem.

Agnieszka Orłowska
WORTAL PSY24.PL

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.