Pies to duża odpowiedzialność, bo to nie jest „zwierzę do posiadania”, tylko żywa istota, która ma potrzeby psychiczne i fizyczne codziennie, przez lata. I ogródek – nawet duży – tego nie zastępuje.
Zamknięcie psa na ogródku działa trochę jak zamknięcie człowieka w jednym pokoju z telewizorem. Na początku może „jakoś jest”, a potem zaczyna się narastająca frustracja. Ten sam widok, te same zapachy, ta sama trasa od płotu do miski. Dla psa to nie jest aktywność, tylko wegetacja w kółko.
Dlaczego same podwórko nie wystarcza:
Bo pies potrzebuje eksploracji – nowe zapachy, nowe ślady, nowe bodźce. Węch to dla psa podstawowy sposób „czytania świata”. Ogród po tygodniu jest przeczytany od deski do deski.Bo spacer to nie tylko ruch – to praca mózgu. Węszenie, wybieranie trasy, mijanie ludzi i psów, różne nawierzchnie, hałasy. To wszystko reguluje emocje psa i go „przetwarza”.Bo brak bodźców robi z psa tykającą bombę – frustracja, nadpobudliwość, szczekanie na wszystko, gonienie cieni, rozkopywanie, niszczenie, ucieczki. Potem ludzie mówią „taki charakter”, a to jest często zwyczajnie niewyżyte zwierzę.Bo to jest problem społeczny – pies zostawiony sam na ogródku często ujada godzinami. Sąsiedzi mają dość, pies ma stres, a właściciel udaje, że „nie słyszy”.Bo to bywa forma znęcania – nie w sensie bicia, tylko chronicznego zaniedbania potrzeb. Pies ma ciało, ale ma też psychikę. Odbieranie mu ruchu, kontaktu i stymulacji to stałe cierpienie.
I teraz ważny mit: „mały pies = mało spacerów”. W praktyce bywa odwrotnie. Mniejsze rasy często są: szybkie, czujne, intensywne (terriery, jamniki, sporo „maluchów” ma głowę myśliwego),bardziej podatne na frustrację, jeśli ich świat kończy się na trawniku,częściej noszone lub „oszczędzane”, więc jeszcze mniej eksplorują i jeszcze szybciej się nakręcają.
Spacer to nie jest „obejście wokół domu, żeby zrobił siku”. Dla psa wartościowy spacer wygląda tak:
jest kilka razy dziennie (minimum 3),ma element węszenia (nie ciągłe szarpanie na smyczy i „idziemy, szybko”),czasem jest nowa trasa, nowe miejsca,ma też kawałek „wycieczki” – dłuższy wypad, las, łąka, miasto, cokolwiek.
Jeśli ktoś chce „zwierzaka bez wychodzenia”, to pies prawie nigdy nie jest dobrym wyborem. Pies potrzebuje czasu, pracy, konsekwencji, pogody-nie-pogody.
Chcesz psa?
Bierzesz na siebie: spacery codziennie,socjalizację,naukę,koszty weterynarza,opiekę na lata.
To jest uczciwy układ. A „zamknę na ogródku” to w praktyce często przerzucenie problemu na psa i sąsiadów.