Mam psa: Drugi pies - refleksja własna

Gdy na świecie zaczął panoszyć się człowiek, ktoś kto dokonał stworzenia całego tego zamieszania był na tyle miły, że dostrzegając ludzką niedoskonałość stworzył psa, aby mógł mu towarzyszyć. Wie o tym każdy, kto w sercu nosi psią miłość i niezniszczalną przyjaźń - bo te pozostają w nim na zawsze. Takie słowa zdają się być banalne i może nie każdemu twardzielowi przeszłyby przez gardło. Psy są członkami naszych rodzin i kompanami życia. W hierarchii potrzeb i ważności zdobywają często zaszczytne pierwsze miejsca.

Tak, tak… a teraz do sedna…

Jest taki moment w życiu wielu „psiarzy” (dla niektórych to przyszłość dla innych przeszłość) w którym pojawia się myśl… o drugim psie.

Piszę o drugim psie z dwóch nieskrywanych powodów:
1.    Uważam, że drugi pies to przełom i otwarcie furtki do (oczywiście w miarę możliwości) do posiadania kolejnych.
2.    Sama byłam uczestnikiem sytuacji pt. mam drugiego psa.

Wracając do tematu… przecież do wariactwo ! Na co komu więcej niż jeden? Mało było problemów? Mało wydatków? Już przechodziliśmy etap szczenięcych wybryków, zniszczeń, podstaw szkolenia, socjalizacji i adaptacji…

A jednak. Taka myśl dojrzewa, kiełkuje i próbuje ukazać się naszej świadomości w pięknym wiosennym świetle. No i voila. Cudny krokusik !

Po burzliwych rozmowach, przemyśleniach, wahaniach, rozpatrzeniu „za” i „przeciw” zapada decyzja: drugi pies to najlepszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść od momentu posiadania pierwszego ! Tak ,tak, skądś to znamy. Same plusy.

Przygotowania logistyczne – przygotowanie mieszkania, miska, komplecik obroża i smycz, może większe legowisko ? (nie… pewnie i tak będzie spał w łóżku..) a może jednak ? Witaminki, szczoteczka, zamawianie karmy.. hm co by tu jeszcze?  Zapas smakołyków do ćwiczeń i wyprawka z zabawkami no i z półrocznym wyprzedzeniem, gorliwie uprzedzony zaufany weterynarz.

Przygotowanie mentalne.Tutaj w grę wchodzi pełna wizualizacja – nadajemy imię psu, który jeszcze może się nie narodził lub może dopiero jest bąbelkiem w brzuchu matki a może oczekuje nas w schronisku lub domu tymczasowym? Różnie to bywa. Przygotowujemy się psychiczne – o ile to w ogóle możliwe, dostosowujemy mieszkanie, ewentualnie przeprowadzamy się w inne miejsce, wyjeżdżamy z miasta aby psy miały więcej miejsca i lepsze widoki spacerowe. No przecież to wszystko można na spokojnie przemyśleć. I nie dać się zwariować.
 
Wprowadzenie

Ważną kwestią jest wprowadzenia psa do naszego lokum, w którym dotychczas pławił się w luksusach i w naszej uwadze dotychczasowy psi ulubieniec. Nazwijmy go „rezydentem” lub wymiennie „pępkiem świata”.
Owy „pępek świata” przywykł do tego, że jako jedynemu psu w domu - jemu należy się cała (najlepiej bezgraniczna) uwaga. Nie dzieli się głaskami opiekunów, posłaniem a już tym bardziej swoim jedzeniem. Jest czas na zabawę, czas na wypoczynek i posiłki .

Nowy członek rodziny nazywany jest często (w tych mniej ckliwych chwilach) „sikaczem”, ”siuśkiem”, ”cholerą”, ”lejkiem”, „destruktorem”, „diabłem wcielonym” a nawet,  w nerwowym śmiechu, używane  są inne, mniej wybredne, określenia. Pojawia się w domu jako konkurencja „rezydenta”. Pierwsze spotkanie najlepiej aby przebiegło w miejscu neutralnym- np. na dworze (nie przydomowym podwórku), gdzie nasz pies nie będzie musiał chronić ani pilnować swojego terenu. W sprawowaniu pieczy nad całą sytuacja nie wolno zapominać o chwaleniu pozytywnych zachowań. Będziemy mieli do czynienia z ustaleniem hierarchii w nowopowstałym stadzie gdzie w przypadku wprowadzenia szczenięcia prym powiedzie nasz dotychczasowy pępek świata.

Nie oznacza to, że zostawiamy psy samopas i czekamy aż wszystko samo się ułoży. Do naszych obowiązków będzie od teraz należał protokół dyplomatycznym który ma na celu: wzmacnianie zachowań pozytywnych, niewzmacnianie negatywnych. Niby proste, a sporo  błędów można zrobić z powodu nieuwagi i/lub braku wiedzy. Wiadomo, różne są psie i ludzkie charaktery, dlatego w mym wywodzie nie odnajdziecie złotego środka. W razie jakichkolwiek konfliktowych sytuacji, spięć i napięć w psim świecie z którymi ewidentnie nie jesteśmy sobie w stanie poradzić ani go ogarnąć, mimo często innych wcześniejszych przewidywań- idealnym pomysłem jest zaproszenie szkoleniowca (nie cyrkowego tresera z kolczatką). On wykorzysta swoją znajomość psiego behawioru i udzieli nam cennych wskazówek. Teraz - zawczasu. Potem może być zdecydowanie za późno.

Parę uwag co do szkolenia.

Jeżeli mówimy o szkoleniu, należy pamiętać, że nasza praca może być ułatwiona lub utrudniona przez wzgląd na mechanizm nauki przez naśladownictwo. Młodszy, niewyszkolony pies będzie naśladował swoje starsze „guru”. Tutaj kryją się takie pułapki jak: „niedoszkolone guru”, które wspomoże naukę niepożądanych zachowań lub tak wysoki poziom atrakcyjności rezydenta a niski nas – jako przewodnika, że pies nie będzie miał motywacji do skupienia na nas uwagi. Szkolenie ma szanse być łatwym i przyjemnym. Może być jednak katastrofą wychowawczą jeżeli od początku nie wychwycimy tworzących się zależności w naszym „stadzie”.

Pamiętajmy o jednej rzeczy- błędy w szkoleniu naszych psów, zawsze będą tylko naszą winą. Nie wstydźmy się prosić o rady, pytać o pomoc, uczyć i rozmawiać. Nie zatracajmy priorytetów i nie unikajmy odpowiedzialności. Każdy proces wychowawczy to zarówno chwile triumfu ale i prób dla naszych słabości a cierpliwości szczególnie.
Celowo przedstawiam dwie strony medalu. Nawet posiadając świetnie ułożonego, dobrze zsocjalizowanego psiego wychowanka nigdy nie możemy zakładać ze stu procentową pewnością jak będzie się zachowywać przy nowym członku stada. To dobrze, jeżeli w naszej głowie będzie wiele scenariuszy zachowań i interakcji. Wychodzę z założenia że to obligatoryjne przy podjęciu tego typu decyzji.

Inne warianty
Są tacy, którzy twierdzą, że najlepiej od razu wziąć dwa psy ale są i tacy dla których sama myśl o „drugim” jest wielką górą lodową, którą co rozważniejsi powinni zgoła omijać. U niektórych ta myśl dojrzewa powoli i odnajduje się w pewnych sytuacjach, zdarza się, że to impuls, intuicja… nie ma i jest.

„Dwa” w liczbie posiadanych psów, to liczba „otwarta”, która otwiera gdzieś w otchłani naszego umysłu klapkę, spod której jakiekolwiek kalkulacje już nie tak łatwo przebiją się do zdrowego rozsądku. To takie wejście do psiego świata w innej proporcji, która już raczej nie wróci do stanu poprzedniego a wręcz przeciwnie- wolałaby się poszerzać…
Tak.. myśl o kolejnym psie, już nie będzie wtedy taka straszna i nierealna.

Patrycja Górna-Szybkowska
WORTAL PSY24.PL
WWW.zlotyswiat.pl

 

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie