Mam psa: Akcesoria dla psa - cz1

Wygoda czy bezpieczeństwo? Praktyczność użytkowania czy estetyka? Drogo czy tanio? Nowe rozwiązania czy stare sprawdzone sposoby? Oryginały czy podróbki? Każdy właściciel psa musi odpowiedzieć sobie na te pytania dokonując wyboru sprzętów i akcesoriów potrzebnych a często nawet niezbędnych przy wychowaniu i utrzymaniu psa. Znalezienie odpowiedzi na te pytania nie jest łatwe. Nie wystarczy potencjalnemu psiarzowi wejść do sklepu z asortymentem dla zwierząt, bo każdy taki przybytek wypchany jest po brzegi najrozmaitszymi smyczami, kagańcami, lateksowymi gryzakami i ciuszkami dla psich piękności, a do tego w powietrzu unosi się zawrotny zapach psiej karmi, gryzaków i przysmaków, co wcale nie ułatwia mu wyboru. Przecięty psiarz rzuca się na wszystko i nim się spostrzeże, wychodzi ze sklepu z ekologiczną torbą pod pachą wypchaną najnowszymi akcesoriami dla psów –sukienką dla pięknej bernardynki, kremikiem depilującym dla pudelka czy feromonami dla znudzonego życiem beagle.

Wiem, przebarwiam. Jednak celowo. Bo prawdą jest, że jako właściciele psów, którzy kochają swoje pupile nie chcemy, by im czegoś zabrakło, więc wydajemy na nie pieniądze. Taka ‘psia rozrzutność’ wcale nie musi być zła, ale nie powinna być głupia. Dobrze jest wiedzieć na co wydajemy pieniądze i czy te akcesoria na pewno przydadzą się naszemu psiakowi. Robiąc mądre zakupy zaoszczędzimy sobie i psu stresu i niepotrzebnych napięć.

Edukacja to rzecz nadrzędna, stąd ten artykuł. Postanowiłem opisać w nim najpotrzebniejsze artykuły dla psów, których ja sam i moje psiuty używamy na codzień i od święta. Chcąc, by ten artykuł był jak najbardziej przydatny drogim czytelnikom wymieniam w nim nazwy firm, które polecam i które odradzam, jako producentów czy pośredników w sprzedaży poszczególnego asortymentu. Moje opinie są czysto subiektywne i wynikają z własnych obserwacji, praktyki hodowcy i właściciela kilku psów. Opinia nie jest dyktowana żadnymi korzyściami materialnymi od poszczególnych firm, ale zwyczajną obserwacją typowego posiadacza beagle sztuk cztery. Zatem zachęcam do lektury tych, którzy chcą mądrze wydać pieniądze na swojego psa.

Smycz i obroża
– czyli mówiąc krótko psia galanteria. Tutaj pole do popisu jest wielkie, a w świecie psiarzy prym wiodą trzy firmy Flexi, Rogz i Lupine. Żadnej z nich w pełni nie polecam jako producentów smyczy i obroży. Flexi to producent smyczy automatycznych, który posiada w swojej ofercie zarówno linki jak i taśmy o różnej długości (od 3-8 m). Jednak żaden szkoleniowiec nie poleci tego rodzaju smyczy jako odpowiedniego dla psa. Powód? Pies nie czuje sygnałów jakie wysyła człowiek swoimi dłońmi, a które genialnie przewodzone są przez smycze skórzane czy parciane. Nie nauczymy psa odpowiednio chodzić przy nodze na tego rodzaju smyczy! Pojawiają się w naszej szkole dla psów zrozpaczeni właściciele –nawet kilkuletnich zwierząt –którzy ze skruchą wyznają, że zmanierowali i zepsuli swojego pupila przypinając go do smyczy automatycznej i dziś na spacerach sobie z nim zwyczajnie nie radzą. Jeśli zależy ci na tym, by pies się wybiegał ale był pod kontrolą to naucz go biegania na taśmie treningowej lub lince (otoku).
Obroże i smycze Rogz czy Lupine nie są najgorsze (zwykłe parciane z nimi przegrywają) a swój niekwestionowany urok zawdzięczają kolorowym wzorom pięknie komponującym ze sobą całe komplety smyczy, obroży i identyfikatorów. Jest jednak małe ‘ale’ –artykuły tych firm łatwo się niszczą. W praniu kolory płowieją. Dzianina (materiał, nić) łatwo się brudzą, chłoną zapachy, a do tego szybko się zaciągają i ulegają zniszczeniom. Mając beagle bezustannie musiałem kupować nowe obroże, bo poprzednie niszczyły się w czasie codziennej zabawy czy wycieczki do lasu.
Z czystym sumieniem polecam więc wszystkim psiarzom obroże i smycze skórzane, z możliwością wydłużenia i skrócenia od 1-1,8 m. Ja wybrałem firmę WOZA. Wzór ładny, możliwość doboru kolorów, smycze i obroże szyte ręcznie i ‘na wymiar’. Skórzana smycz doskonale daje się czyścić, nie chłonie zapachów, nie wymaga prania, a z wiekiem i znoszeniem staje się po prostu piękna. Na domiar wszystkiego genialnie przewodzi znaki i sygnały posyłane przez nas naszemu psu.
I jeszcze kilka ważnych spraw:

  • obroże kupujemy na wymiar z zapasem dwóch dziurek w każdą stronę;
  • nie stosujemy kolczatki! To nieludzkie!
  • nie stosujemy metalowych obroży zaciskowych (dławików), a zamiast tego poświęcamy czas na codzienny trening z psem, dzięki czemu nauczymy go pięknie chodzić na luźnej smyczy przy nodze;
  • szerokość smyczy i obroży dostosowujemy do wielkości psa;
  • taśma treningowa to zwykła taśma parciana (z pasmanterii, taką z której wykonuje się paski przy plecakach) o różnej szerokości (najczęściej 2-2,5 cm) i długości od 5-20 metrów. Bardzo przydatna przy pracy w lesie i na spacerach z psem po terenach otwartych.

Szelki
– wygodne, zwłaszcza dla właściciela; zależnie od kroju potrafią być nawet bardzo eleganckie – ale podstawowym problemem, o którym właściciel psów wydają się zapominać jest fakt, że w szelkach psa raczej chodzić przy nodze nie nauczymy, a jednocześnie ciągnącemu jak parowóz psu możemy boleśnie nadwerężyć stawy.
My, po nauce chodzenia na smyczy, używamy szelek. Najlepsze, najdokładniej pasujące i nie przesuwające się w czasie spaceru są szelki firmy EZYDOG – szeroki pasek na klatce piersiowej powoduje, że szelki nie wrzynając się w korpus psa, a ponadto do każdej pary szelek dodana jest specjalna szlufka, przez którą przeciągamy pas samochodowy i zabezpieczamy psa na czas jazdy. Wygodne i bezpieczne.

Identyfikator
– bezsprzecznie potrzebny każdemu psu. To mała tabliczka o różnorakim kształcie zawieszona na obroży czy przypięta do szelek naszego milusińskiego, na której wygrawerowano, bądź wypisano imię psa, adres zamieszkania właścicieli i ich telefon – najpotrzebniejsze informacje na wypadek znalezienia zagubionego psiaka przez przypadkową osobę. Na rynku możemy znaleźć głównie identyfikatory trzech rodzajów pierwsze (najczęściej marki TRIXIE) to identyfikatory przypominające skręconą tutkę ze schowanym kawałkiem papieru wewnątrz. Dla mnie niepraktyczne. Trudno złapać nieufnego psa, później rozkręcić skrytkę, by wyjąć z niej papierek. To niebezpieczne dla człowieka. Drugi rodzaj identyfikatorów to sklejane ze sobą dwa kawałki plastiku (firma ROGZ je produkuje w takich samych deseniach jak obroże i smycze) wewnątrz których umieszcza się wszelkie dane później widoczne przez przeźroczyste okienko. Niestety mimo zapewnień producenta nie są one niezniszczalne. Moje psy uwielbiają pływać a te identyfikatory przemakają i woda rozmazuje atrament.

Najlepsze i praktycznie nie do zniszczenia są zwykłe grawerowane blaszki. Ja polecam zwykłem niklowane – chociaż kolorowymi tez specjalnie nie gardzę, choć bywa, że farba się zmazuje poprzez intensywne używanie. Należy pamiętać, by niklowane blaszki były wyraźnie wygrawerowane, bądź grawer był pociągnięty czarnym lakierem. Wówczas tabliczka jest bardzo czytelna. Ważną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę to dobór odpowiednio mocnego kółka do mocowanie identyfikatora przy obroży. Pamiętajmy, że taka adresówka to dowód osobisty naszego psa, który może uratować mu życie!

Legowisko
– producenci prześcigają się w pomysłowości i na rynku zoologicznym są posłanka nie tylko za kilkadziesiąt  złotych, ale i za kilkaset czy ponad tysiąc. Te najdroższe do złudzenia przypominają miniaturowe meble dla ludzi i wykończone są z największą precyzją, obite skórą i wypełnione ekologicznym puchem czy specjalną gąbką. Piękne, ale bardzo często niepraktyczne. Legowisko dla psa ma być po prostu namiastką jego nory – dobrze, gdy jest dostosowane do wymiaru, gdy może być przez psa układane, udeptywane i uklepywane tak jak pies sobie zażyczy, a do tego jest miłe, ciepłe i bezpieczne. I tutaj mimo, że mało powszechne i czasami kiepsko wyglądające, najlepsze są stare bądź specjalnie kupione dla psa koce. Możemy ułożyć je w plastikowej, specjalnie profilowanej misie i zostawić do dyspozycji psu, który ułoży się na nich tak, jak będzie mu najwygodniej. Beagle uwielbiają spać z głową wyżej ułożoną niż reszta ciała – koc im to umożliwia, ewentualnie można dorzucić do legowiska małą poduszeczkę (wypełnioną gąbką bądź materiałem – pierze rozsypane po całym domu z pewnością nie poprawi nam humoru!). Nie polecam specjalnie ozdobnych posłań, dlatego że psy zwyczajnie szybko je niszczą, gryzą i powodują straty w naszych portfelach. Nie polecam też wiklinowych koszyków – zwłaszcza dla szczeniąt – które mogą być łatwo pogryzione i których drzazgi mogą zranić psi przełyk. Pamiętajmy, że legowisko musi być łatwe w czyszczeniu i utrzymaniu. Plastikowa micha może być myta zwykłą wodą, a koce prane w delikatnych proszkach hypoalergicznych dla niemowląt. Gorzej z zabudowanymi legowiskami (typu budy, domki) czy ozdobnymi kanapami dla psów. Takie wymyślne legowisko stanie się nie lada kłopotem, gdy psiak na nie nasika, wybrudzi je zabłoconymi łapami, lub co gorsza, gdy w takim posłaniu zalęgną się pchły przywleczone przez nasze czworonożne szczęście ze spaceru.


Mariusz,
WORTAL PSY24.PL
hodowla beagle

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie