Wiron Ze Żbikowa

Roczny pies (rottweiler Wiron Ze Żbikowa) pogryzł właściciela i w związku z tym został przekazany do Pomorskiej Fundacji Rottka z siedzibą w Sopocie. Dalsze jego losy potoczyły się dość dziwnie.

Pomorska Fundacja Rottka mogła skorzystać z propozycji przekazania psa w ręce hodowcy, lub rekomendowanej przez niego Pani (treserki) z doświadczeniem w obchodzeniu się z przedstawicielami omawianej rasy. Zamiast tego, nastąpiło szukanie sponsoringu poprzez wirtualną adopcję, a także kastracja. To niewątpliwie rzuca cień na Pomorską Rottkę. Wątpliwości może wzbudzać zachowanie Fundacji, której działanie ma służyć ratowaniu przedstawicieli rasy. Kastracja psa z renomowanej hodowli nie służy rozwojowi rasy. W omawianym przypadku popełniono z psem kardynalne błędy wychowawcze. Zastosowane rozwiązanie, w okolicznościach w/w sponsoringu trudno uznać za właściwe i wspomniane wątpliwości wydają się uzasadnione. Rodzi się pytanie – co jest celem działania Pomorskiej Fundacji Rottka, a co jest środkiem?

 

Portal psy24.pl

W związku ze sprawą rottweilera WIRON ze Żbikowa, przetrzymywanego w Pomorskiej Fundacji ROTTKA, pragniemy wyjaśnić.

Powołaniem Portalu www.Psy24.pl jest m.in. reagowanie na różne sprawy związane z psami. Naszym celem jest szerzenie wiedzy, która może pomóc w rozwiązywaniu problemów społecznych związanych z odpowiednim traktowaniem psów. W rozumieniu ich zachowań, możliwie najlepszej koegzystencji ludzi i naszych braci mniejszych. Dlatego będziemy dążyli do wpływania na szeroko rozumianą transparentność działania wszelkich instytucji zajmujących się psami. Dla ogólnego dobra.

 

Zobacz komentarze

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Dyskusja

  • Gość

    Naprawdę któryś z adminów jest tak głupi, że przyklepał wrzucenie tego artykułu na portal? Naprawdę uważacie, że kastracja psa, który jest AGRESYWNY, a nie przekazanie go nieodpowiedzialnemu hodowcy, który chciał dalej mnożyć psa, jest złym ruchem?? Masakra. Miałam ten portal za wartościowy. Od dziś na pewni nie będę tu zaglądać.

  • Gość

    A jak się miewa Bruno ze Żbikowa?

  • Pomorska Fundacja Rottka

    http://www.rottka.pl/blog/?p=471 Ze zdziwieniem zobaczyłam, ze na portalu psy24.pl została opublikowana CZĘŚĆ kierowanej do mnie przez P. Jana Borzymowskiego prywatnej korespondencji w sprawie Wirona ze Żbikowa. Jak wynika z masowo wysyłanych do mnie linków – część osób korespondencja bardzo zaciekawiła. Aby nie pozbawiać Państwa tak pasjonującej lektury, choć nie mam w zwyczaju publikowania prywatnych wiadomości, pozwalam sobie uzupełnić ją o odpowiedź na powyższego maila, zawierającą stanowisko zespołu Pomorskiej Fundacji Rottka. Wyrażam zgodę na dalsze publikowanie tekstu w całości w kontekście pojawienia się treści opublikowanej przez P. Borzymowskiego. Szanowny Panie! Z powyższego wynika, ze mamy rozbieżne stanowiska odnośnie sposobu ratowania psów. Fundacja nie przykłada się do rozmnażania czworonogów, gdyż jak widać w schroniskach jest ich nadmiar. Zakładamy, że każda renomowana hodowla ma swoje założenia i plan hodowlany, według którego podejmuje swoje działania nie opierając ich na okazjach czy też przypadku. Pragniemy zaznaczyć, że Wiron ze Żbikowa nie jest jedynym młodym psem oddanym nam z powodu agresji. Jednak jest jednym z nielicznych, który aż tak brutalnie zaatakował swojego opiekuna. W związku z tym musi być poddany wnikliwej obserwacji i diagnostyce. Jesteśmy do tego zobowiązani poprzez poczucie odpowiedzialności i powagę sytuacji. Obowiązuje nas także umowa z byłymi właścicielami psa. Każdy przypadek jest przez nas analizowany i traktowany indywidualnie. Większość psów, które do nas trafiają, to efekt złej socjalizacji, o której Pan wspomina. Jednak bardzo rzadko te braki doprowadzają do takich zachowań jak u Wirona. Niestety podobne zachowania i podobne problemy zgłaszali nam również inni opiekunowie psów z tej linii hodowlanej, co daje nam podstawy sądzić, iż problemy z psami nie wynikają wyłącznie z winy ich właścicieli. Z żalem odnotowujemy także fakt, iż kilkukrotnie w rozmowie telefonicznej próbowałam Państwu przekazać informacje dotyczące stanu zdrowia psa, ale niestety nie spotkało się to z żadnym zainteresowaniem z Państwa strony. Zakładam, że hodowcy i osoby przez nich polecone są zainteresowane rozmnażaniem wyłącznie zdrowych psów (a przynajmniej wyrażamy taką nadzieję). Zarówno Wiron jak i Bruno przebywający pod naszą opieką wymagają specjalistycznej pomocy i diagnostyki weterynaryjnej. U Wirona w krótkim czasie stwierdzono zaburzenia ruchu i równowagi, plątanie tylnych nóg, zaburzenia w przyswajaniu pokarmu, obecne badania wskazują na podejrzenie problemów z nerkami oraz stan zapalny organizmu, co wymaga dalszych konsultacji. Gdyby zarekomendowana przez Państwa osoba chciała się najpierw dowiedzieć czegoś o stanie zdrowia Wirona, najpewniej jej zainteresowanie tym psem w krótkim czasie spadło by do zera. Co do zarzutów wysuwanych nam przez p. M. Wiśniewską za pośrednictwem FB, odnoszących się do prawa pierwokupu, informujemy, że takie prawo hodowca miał i z niego nie skorzystał, w efekcie czego opiekun psa zwrócił się o pomoc do fundacji i ją uzyskał. A nękanie teraz byłych właścicieli psa, którzy zrobili wszystko by go ratować i zapłacili za to wysoką cenę, jest co najmniej mało empatyczne. Mamy nadzieję, że ten e-mail jest już ostatnią wymianą zdań. Państwo jesteście przekonani o swojej racji i korzystając ze swojego wzajemnego wsparcia i koneksji poddajecie w wątpliwość działania fundacji, zachęcając do nagonki na organizację, a tym samym na wszystkie osoby z nią związane i zaangażowane w ratowanie bezdomnych psów. W naszej opinii takie działania ze strony hodowców i osób uchodzących w środowisku za autorytety są naganne. Jest nam z tego powodu niezmiernie przykro, gdyż przez kilkanaście lat naszej wytężonej charytatywnej pracy mogliście Państwo obserwować jak bardzo jesteśmy zaangażowani i skuteczni w niesieniu pomocy rottweilerom. Przez cały okres działalności fundacji wielokrotnie trafiały pod nasza opiekę psy z rodowodem FCI. Hodowcy w większości pomagali nam w odpowiednim zabezpieczeniu psa. Przypadek Wirona i takie naciski z kilku stron jest wyjątkiem, który nas niemile zaskakuje. Działamy zgodnie z naszymi założeniami i nie robimy wyjątków, jeśli w naszej opinii nie ma ku temu podstaw. Wszystkie nasze działania są podyktowane działaniem na rzecz dobra psów, choć musimy się mierzyć z trudnymi i niepopularnymi decyzjami. Pozdrawiam Katarzyna Tomasik Fundator, Prokurent tel. 603 039 243 Pomorska Fundacja Rottka®️ 80-236 Gdańsk, Aleja Grunwaldzka 5 NIP 5851426492 www.rottka.pl www.zwierzakom.pl Więcej w sprawie Wirona na naszym FB.

    • Gość

      http://www.rottka.pl/forum/adler-5-letni-rodowodowy-tylko-do-mieszkania-vt3497,75.htm Co zrobiliście z Adlerem? Może to sobie przypomnijcie!


    • Gość

      Zamiast oddać do adopcji jak ktoś chciał uspali...? bo w końcu kogoś ugryzł? Prześledziłam na szybko, nie orientuje się w działalności tej fundacji ani w tym o, co tu chodzi bo raczej nie o psa. Ale aż się zagotowałam. Wiadomo, że bez domu stres się pogłębia wraz z tęskonotą tyle to każdy wie ehhh ludzie


  • Gość

    Rozmnażanie agresywnego psa ? Bardzo dobra decyzja fundacji. Handlarzowi wszystko jedno czy agresywny czy chory. Byle płodził dalej. Dlatego popieram decyzję fundacji . TAK trzymać.

  • Gość

    Ej o czym tu mowa? Czy dopuszczanie do rozrodu agresywnych osobników ma ratować rasę? Ktoś ma zostać kaleką, abyście przejrzeli na oczy? Chyba dbanie o dobro rasy, to dopuszczanie do rozrodu tylko zrównoważonych osobników, a nie na pochybel, nie kastrujmy bo renomowana hodowla. Tym bardziej w rasach tego typu, powinno się dbać nie tylko o eksterier, ale i o psychikę jaka przekazywana jest przyszłym pokoleniom!

  • Monika

    A co mieli agresywnego psa oddać hodowcy do rozrodu??? Co za dziadostwo w tym artykule, idiotyczny, tendencyjny chłam.

  • Gość

    Ha ha te hejty chyba puszcza jedna osoba bo w tym tekście nie wyczytałem żeby pies miał być rozmnażany tylko przekazany "treserce", ale się "ktoś" nakręcił

  • Jan Borzymowski

    Chcąc, nie chcąc, zostałem przywołany do tablicy. Wprawdzie poprzez mijanie się z prawdą, ale jednak.... ("w kontekście pojawienia się treści opublikowanej przez P. Borzymowskiego."). Nie opublikowałem żadnego tekstu dotyczącego tej skandalicznej sprawy. Korespondencja dotycząca omawianej sprawy krążyła pomiędzy wieloma osobami. Znam ją z relacji każdej ze stron i przyznam wzbudza moje wątpliwości. W nw. obszernym "wyjaśnieniu" ma miejsce niepełna informacja. Fundacja Rottka nie skorzystała z możliwości przekazania psa w ręce ludzi odpowiedzialnych, a nie do dalszego rozmnażania....Zwłaszcza, że dotyczy to rocznego rottweilera, który nie musi być patologicznie agresywny. Popełniono z nim kardynalne błędy wychowawcze, co dało incydentalny, fatalny skutek w postaci ugryzienia właściciela, u którego pies przebywał wiele miesięcy. W Fundacji pies był chory, leczony i w takim stanie poddany operacji kastrowania. Mam wrażenie, że to kolejny błąd. Chorego, leczonego psa nie poddaje się zabiegowi operacyjnemu. W rękach osoby doświadczonej pies mógł nadal żyć. Wg informacji od hodowcy to był normalny rottweiler, bez jakichkolwiek patologicznych obciążeń. Odnoszę wrażenie, że popełnione zostały błędy, które nie powinny mieć miejsca. Nie zawsze przepisy, nakazy, formalne zasady stanowią optymalne rozwiązanie. Potrzebny jest jeszcze zdrowy rozsądek, dystans. Biedny rottweiler, który za błędy ludzi zapłacił inwalidztwem....

    • Małgorzata Wolńiewicz

      Szanowny Panie, z tego co sie orientuje, siostra matki tego psa, jest bardzo agresywna, a jedna z kolejnych sióstr, lub nawet dwie zostały uśpione z powodu niepohamowanej agresji, będąc w rękach ludzi z doświadczeniem. To juz cos nam mowi, dodatkowo miałam okazje obserwować zachowanie miotowej siostry w/w psa, na ostatniej wystawie w Kielcach, niestety, moim zdaniem, to nie jest to zrównoważona suka ( wypowiadam sie jako właścicielka rottweilerow i instruktor szkolenia w zakresie posłuszeństwa z ramienia ZKwP). Dlatego byłabym ostrożna w doszukiwaniu sie winnych, nie tedy droga. Owszem, pies nie musi byc patologicznie agresywny, ale nalezy na skutek tego co napisałam wyzej, założyć i taka ewentualność, biorąc pod uwage fakt, ze charakter jest rowniez cecha dziedziczna. Poza tym, uwazam, takiej agresji, nie nalezy usprawiedliwiać błędami wychowawczymi, trzeba osobiście sprawe poznać, a rzadko jest to mozliwe. Dlatego staram sie stronić od wszelkich konkluzji. Byc moze wg hodowcy, pies był normalny opuszczając rodzinne gniazdo, ale nie opuszczał go jako pies ukształtowany, zreszta do dzisiaj takim ńie jest. A czy była pomoc ze strony hodowcy? Jesli tak, to jaka przybrała formę? To sa zwierzęta i kazdemu z hodowcow moze zdarzyć sie, ze w jego hodowli urodzi sie egzemplarz z nieodpowiednia psychika. Tu znowu zaczyna sie temat rzeka, pońiekad przez złagodzenie wymogów hodowlanych, dopuszczane sa do rozmnażania wszystkie psy i suki, niezalezńie od tego co siedzi im w głowach.... Ale to juz inny temat. Nie dziwie sie, ze Fundacja psa wykastrowala, moim zdaniem to było dobre posunięcie. Mam nadzieje, ze to nie kastrację nazywa Pan inwalidztwem...... Fakt niezmienny jest taki, ze najłatwiej zrzucić cała winę na psa, ale nie zawsze pies jest idealny, to tak samo jak z ludźmi......


    • Gość

      Ostatnio spotkałem Słowaka na wystawie, który wypowiadał się o swoim psie z hodowli Chucho Topline. Pies okazał się być bardzo lękliwy i miał ewidentne problemy wynikające z braku socjalizacji w hodowli po urodzeniu. Dla mnie, jak i dla wielu osób w środowisku rottweilerów jest Pani antywzorcem i jest Pani ostatnią osobą, która powinna oczerniać inne hodowle jeżeli chodzi o socjalizację. Chyba, że to kwestia tego, że przegrywa Pani cały czas z psami hodowli ze Żbikowa na wystawach i tutaj próbuje Pani podwyższyć swoje ego?


    • Małgorzata Wolniewicz

      Ode mnie na Słowacji jest tylko jeden pies, ostatnio własciciel pisał, ze jest z niego bardzo zadowolony, wiec chyba pani lub pan anonim cos pomylił i pomieszał. Co do przegrywania na wystawach


    • M.W.

      Jeszcze chciałam tylko zapytac, "anonimowego goscia" a jak sie czuje Pani suczka? Założycielka Pani hodowli? Nadal rzuca sie na Pania w ringu? Chyba juz nie, mysle, ze nieprędko pojawi sie znów na wystawie?;)


    • Gość

      Hmm mojej hodowli? Nie prowadzę żadnej. A co do sytuacji ze Słowakiem - Pan który do mnie podszedł od razu powiedział, że u niego w kraju bardzo liczy się charakter i wymienił psy, które wg niego nie dostałyby na Słowacji uprawnień. Później zaczął mówić o swoim psie, wziętym z tejże hodowli. Mówił, że brakuje mu socjalizacji, że pies jest lękliwy i bardzo różni się charakterem od tych krajowych. Nie mam pojęcia co miał na celu podchodząc do przypadkowych ludzi, ale raczej nie wyglądał na zadowolonego.


    • M.W.

      Ciezko wyczuć, skoro rozmówca, nie ma odwagi podpisać sie z imienia i nazwiska, przezyje


  • Goska

    A od kiedy to pani trenerka ńie moze pracować z wykastrowanym psem? Po co hodowcy z powrotem taki pies? Co miałby z nim zrobic? Skoro ma predyspozycje do takich nie innych zachowani i przejawia agresje, to raczej rozmnażanie go byłoby idiotyzmem. Całe szczescie, ze ktos wpadł na to, aby psa wykastrować, co zapobiegnie jego rozmnażaniu, bo przypominam, ze charakter rowniez sie dziedziczy.....

    • kocham rottweilery Małgosia

      Miałaś w ogóle kiedyś rottweilera? takiego z papierami ? Te psy nie są agresywne ich przewaga tkwi w ich sile, jeśli sobie pozwolisz to każdy jeden "wejdzie Ci na głowę", a już jak właściciel zaczyna bać się swojego psa to musi stać się tragedia. Nie znam tego przypadku, tylko czytam ale nie trudno się domyśleć dlaczego tak się stało. Małe rottisie są mega słodkie, takie pompaśnie kuleczki, tylko przytulać i kochać, ale też bardzo szybko rosą a uczą się w mig, z pewnością zostały w piesku utrwalone negatywne nawyki i zwyczajnie ludziska "nie podołali". Stety albo niestety też uważam, że taki piesek powinien trafić do " treserki' jak określono ta panią, skoro ma doświadczenie w prowadzeniu tej rasy to bym jej zaufała - dlaczego? dlatego, że już raz trafił w nieodpowiednie ręce a to mogla być dla niego szansa na normalne życie. Pani chciała psa niekastrowanego bo z kastratem na wystawę zwyczajnie nie pojedzie a skoro pies ma fajny rodowód to może uznała, że warto go pokazać. Wystawy to fajny sport zarówno dla właściciela jak i samego psa, super socjalizują i dają sporo radości wszystkim. W takich sporach " o honor" ludzie zapominają, że dobro zwierzaka jest najważniejsze, najważniejsze jest by miał dobre i szczęśliwe życie. To miłe i godne zachowanie hodowcy, który chciał psa odzyskać - fajnie, że ludzie którzy przyczynili się do tego, że przyszedł na świat czuja się za niego odpowiedzialni. Nie fajnie, że cała sytuacja nabrała taki bieg, myślę krzywdzący dla samego psa, bo ludzie w tej sprawie w ogóle mnie nie interesują. Pozdrawiam


    • Gość

      To chyba oczywiste po co hodowcy pies? Odpowiedzialny hodowca odbiera psa od ludzi, którzy nie potrafią z nim postępować. Następnie przekazuje go komuś z wiedzą i doświadczeniem w postępowaniu z trudnym egzemplarzem.


  • Gość

    Racja, jak zwykle, zapewne leży gdzieś pośrodku. Natomiast intensywność dość tendencyjnych komentarzy, chyba sterowanych, może wskazywać, że coś jest na rzeczy....

    • kocham rottweilery Małgosia

      Naprawdę ja też nie za bardzo rozumiem, że im się tak chce.... Jest pies, jest osoba doświadczona w opiece dla mnie to = oznacza dom. Koniec tematu!


  • Gość

    Incydentalny przypadek wskazuje raczej na błąd wychowania psa, a nie dziedziczną patologię. Uogólnianie wskazuje na tendencyjność oceny sytuacji. Zwłaszcza te wyraźnie sterowane posty. Coś tu nie tak...

  • Jan Borzymowski

    Do Pani Małgorzaty Wolniewicz, w odpowiedzi na zarzut: "Mam nadzieje, że to nie kastrację nazywa Pan inwalidztwem". Przykro mi, ale zawiodę nadzieję, powołując się na następujące stwierdzenie. Słowo " inwalida " pochodzi z języka łacińskiego: validus - silny, in - bez, pozbawiony. Zatem jako inwalida określany jest osobnik , u którego występują wady lub defekty fizyczne (lub umysłowe) o charakterze trwałym.

    • Małgorzata Wolniewicz

      Szanowny Panie, to było pytanie retoryczne, z nutka sarkazmu. Pozdrawiam


  • Gość

    Bardzo dziwna sprawa. Po pierwsze jeżeli hodowca miał zapisane prawo pierwokupu to fundacja powinna natychmiast zwrócić mu psa. Jeżeli fundacja otrzymała tego psa za darmo, wg prawa hodowca ma pierwszeństwo do tego psa. Po drugie wg fundacji pies jest chory w dodatku nie wiadomo na co - dlaczego w takim razie poddano psa zabiegowi, pod znieczuleniem ogólnym przed postawieniem diagnozy? Narażano jego życie i zdrowie dla fanaberii fundacji? Po trzecie, jeżeli pies jest chory i agresywny, co robili z tym jego właściciele? Dlaczego wcześniej nikt nie próbował postawić diagnozy i podjąć leczenia psa? Czy właściciele odpowiednio socjalizowali go, czy tylko pies całymi dniami siedział zamknięty? Czy próbowali wcześniej szukać pomocy u hodowcy lub specjalistów od psiego zachowania? Działania Pomorskiej Fundacji Rottka zaczynają coraz bardziej przypominać K..........

  • Gość

    O Rottce, a szczególnie o Pani K....nic dobrego powiedzieć nie mogę. Ogłaszają psa do adopcji, a w rzeczywistości wszystko robią by psa nie oddać, straszą, zniechęcają, proponują innego, a upartym odmawiają pod byle jakim pozorem. Traktują chętnych do adopcji z podejrzliwością, niechęcią, na końcu jak wroga. Trudno zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Chciałem adoptować Brendona. Przesłałem ankietę przedadopcyjną. W oczekiwaniu na wizytę fundacji w moim domu, odwiedziłem Brendona dwa razy w domu tynczasowym w Jaworzu. Towarzyszyła mi żona i dorosły syn. Z psem byliśmy na długim spacerze, bawiliśmy się razem kilka godzin. Był bardzo miły, posłuszny i przyjacielsko nastawiony. Bardzo polubiliśmy go i chcieliśmy jak najszybciej zabrać do domu. Tymczasem fundacja Rottka zaproponowała nam błyskawiczną adopcję innego psa, przebywającego w okolicach Gdańska, z odbiorem w Częstochowie, w ciemno, bez możliwości jego poznania, na co się nie zgodziłem, tym bardziej, że został oddany do schroniska po pogryzieniu właściciela. Po tym kontakt z fundacją stał się niemożliwy. Nie odpowiadano na moje maile ani smsy. Dopiero po kilku dniach Pani Katarzyna definitywnie odmówiła mi adopcji Brendona uzasadniając to brakiem chemii między psem, a moją rodziną, przekonaniem, nie wiadomo skąd wziętym, że po kilku dniach psa będę chciał z powrotem oddać. Zarzucała mi również, że pogłaskałem psa i nie był on z tego zadowolony. Nazwała mnie złym człowiekiem, który nie może się pogodzić z odmową. Decyzję fundacji uważam za bezpodstawna, pochopna, podjętą bez wizyty przedadopcyjnej w moim domu. Nadmieniam, że mam b. dobre warunki finansowe, dom jednorodzinny, bardzo duży ogród, działkę, basen, w okolicy las i jezioro. Brendon byłby moim trzecim rottweilerem. Wszystkie spały w domu, w salonie, przynajmniej dwa razy dziennie wychodziły na bardzo długie spacery, leczone były w najlepszej klinice weterynaryjnej dr Czogały i dożywały sędziwego wieku – ok. 13 lat. Ciekawe czy znajdą pieskowi lepsze warunki. Jak poczytałem, nie jestem jedynym, któremu, bez żadnego powodu, odmówiono adopcji skazując tym samym psy na samotność i cierpienie w schronisku. Szkoda psa!!!

  • Gość

    Rottka - radzę unikać szerokim łukiem, szczególnie K...

  • Gość

    Właśnie co z Brunem ze Zbikowa? fundacja ma OPP jest organizacja pozarządowa utrzymuje się z publicznych pieniędzy. Chyba należy się informacja proponuje napisać do odpowiednich organów http://poradnik.ngo.pl/kontrola-nadzor-organizacje-pozarzadowe Mam nadzieje ze Wiron nie skończy jak Adler https://www.facebook.com/AdlerRottweiler/?fref=ts Uśpiony bo ugryzł Panią dyrektor Fundacji Martę , która prowadzi Hotel dla psów w którym Pomorska Fundacja trzyma psy i jej za to płaci! Czy to nie konflikt interesów??????? https://www.facebook.com/Good-Team-Kennel-474427232651966/

    • Gość

      Bruno ze Żbikowa jest w DT. Otoczony jest należytą opieką zarowno przez swoich opiekunow, jak i fundacje.


  • Anna

    A ja mam tylko taka nadzieję, że Ci którzy oddali Wirona to wszystko czytają i, że już zdali sobie sprawę z tego, co uczynili swojemu psu.

  • I.B.

    Witam. Ponieważ jestem stroną w sprawie Wirona, a mianowicie, to ja jestem osobą, która chciała go adoptować, czytając wiele krzywdzących i kłamliwych komentarzy na temat zarówno hodowcy jak i swój, poczułam się w obowiązku, aby wyjaśnić niektóre kwestie. Zarzucano nam, że nie interesowaliśmy się losem psa, nikt z nas nie nie pofatygował się celem oceny psa, jego zgryzu, obecności P1 itd., ale pragnęliśmy go wystawiać na ringach i rozmnażać - zarzut Fundacji. Ponadto ,cyt. z forum PFR na facebook " był w trakcie obserwacji weterynaryjnej po dotkliwym pogryzieniu i kolejny transport psa z powodów administracyjnych był wykluczony. Koszty związane z utrzymaniem i leczeniem psów zawsze występują, tym bardziej że wykonujemy szereg niezbędnych badań z uwagi na to, że trafiają do nas psy problematyczne lub z dysfunkcjami. Jednak zwykle nie udaje się nazbierać całej potrzebnej psom kwoty i musimy bardzo się starać, aby im efektywnie pomagać." - również Fundacja. Pragnę poinformować, że w dniu, w którym dowiedzieliśmy się o przebywaniu Wirona w Fundacji, znajdowałam się w okolicach Trójmiasta i chciałam przyjechać do Fundacji. W rozmowie telefonicznej pani K.T. poinformowała hodowcę, że nie ma takiej potrzeby, bo najwcześniej będzie coś o psie wiadomo za 2-3 tygodnie, a poza tym Wiron przebywa w Poznaniu, zbędna jest więc moja wizyta. Ode mnie już telefonu niestety nie odebrała, nie oddzwoniła, a wiadomość jaką otrzymałam, brzmiała mniej więcej "dziękujemy, otrzymaliśmy wiadomość ze wszystkich 3 źródeł >> napisałam maila, sms oraz wypełniłam formularz kontaktowy na stronie fundacji<< Odezwiemy się". Proszę więc Fundację aby nie zarzucała, że nikt nie pofatygował się, aby do psa przyjechać. Jak widać, nie to było naszym priorytetem, aby oceniać go pod kątem wystawowym, lecz jego zdrowie psychiczne i fizyczne, mimo, że wciąż jest nam zarzucane co innego. Skoro pani K.T. uspokoiła, że na razie przebywa pod obserwacją i nic złego się nie dzieje, uznaliśmy, że nie może kłamać i pies jest bezpieczny. Sami też uznaliśmy, że jest to bardzo młody pies, w związku z czym nie należy podejmować pochopnych decyzji w jego sprawie, lecz dać mu szansę i czas na to, aby wykonać pełną diagnostykę i ocenić czy jest w pełni zdrowy. Dlatego chciałam , aby trafił do mnie. Pies znajdując się pod moją opieką, miałby zapewnionych weterynarzy specjalistów, behawiorystę, tresera, pomoc doświadczonych hodowców, ale przede wszystkim stały dom do końca swoich dni i dużo miłości. Po wnikliwej obserwacji i pełnej diagnostyce, jeśli mielibyśmy pewność, że jest zupełnie zdrowy, z pewnością stałby się psem wystawowym. Możliwość zdobycia przez niego uprawnień reproduktora zostałaby ROZWAŻONA. Jestem osobą rozsądną i nie przyłożyłabym ręki do rozmnażania psa chorego psychicznie czy z wadami fizycznymi. Zaufaliśmy Fundacji, która zapewniała, że o wszystkich poczynaniach, stanie zdrowia, ewentualnych chorobach i diagnozach będzie hodowcę informować na bieżąco. Przykro mi bardzo, że mimo obietnic, postępowali zupełnie inaczej, a hodowcę zwyczajnie okłamywali. Pragnąc się odnieść do kwestii związanych z kosztami utrzymania i leczenia, nasuwa się bardzo ważne pytanie - skoro Fundacja musi bardzo się starać, żeby efektywnie psom pomagać, a mimo to, zwykle nie udaje jej się uzbierać całej kwoty, tzn., że psy nie są leczone jak należy? W związku z powyższym, tym bardziej dziwi fakt, że Fundacja nie przyjęła pomocy ze strony hodowcy, jak i mojej. My posiadamy środki na to, aby Wirona wyleczyć. Na pewno by się znalazł pod specjalistyczną opieką weterynaryjną i zostałby zdiagnozowany i wyleczony jak należy, bez obaw, że zabraknie funduszy. Ważniejsze jest przetrzymywania go na siłę w jakimś hotelu, za który przecież trzeba zapłacić, ażeby tylko nie oddać go hodowcy, bo prosił o nie kastrowanie??? W imię czego, skoro nawet nie ma możliwości dobrze go wyleczyć? I to mi Fundacja śmie zarzucać, że ważniejsze są dla mnie jego jądra, niż problemy? Sami przyznali się do braku pieniędzy na odpowiednie leczenie i utrzymanie! Skoro więc były osoby, które mogłyby Fundację odciążyć i nie narażać na dodatkowe koszty oraz, tym samym, nie narażać psów na nieefektywne leczenie, na które brakuje środków, dlaczego Fundacja nie skorzystała z pomocy i nie przekazała Wirona pod opiekę osób chętnych do zaopiekowania się nim?! Fundacja uznała , że w przypadku tak chorego psa najważniejsza jest pozbycie się kwestii spornej, czyli jego jąder. A skoro już w temacie jąder się poruszamy i jest to główny zarzut w stronę moją, hodowcy i p. Borzymowskiego, że nimi najbardziej zainteresowani byliśmy, proszę Fundację, aby odniosła się do tego, dlaczego kastracja nastąpiła tak szybko? Fundacja przyznała, że stan Wirona jest na prawdę ciężki (sądząc po wymienionych problemach zdrowotnych, jakie zdiagnozowano, to nawet BARDZO ciężki). Wg Fundacji "w krótkim czasie stwierdzono zaburzenia ruchu i równowagi, plątanie tylnych nóg, zaburzenia w przyswajanie pokarmu (...) podejrzenie problemów z nerkami oraz stan zapalny organizmu” – w takim stanie psa operowano?! Dlaczego na tak chorym psie przeprowadza się zabiegi chirurgiczne? Kastracja jest priorytetem ponad wszystko? Ważniejszym niż wyleczenie i życie Wirona? Czemu miało to służyć? Bardzo bym prosiła również o sprecyzowanie co oznacza „krótki czas”, bowiem od momentu rozmowy z hodowcą, do dnia, w którym fundacja przekazała informację innej osobie, odnośnie stanu zdrowia Wirona (dwie zupełnie różne informacje, dla jasności), minął 1 dzień. Takie objawy, jakie zostały wymienione, nie pojawiają się nagle, a przynajmniej osoby doświadczone i obyte z psami, a także lekarze weterynarii, pod których był opieką, powinni zauważyć cokolwiek dużo szybciej, niż w przeciągu 24h. W związku z tak poważnymi problemami zdrowotnymi, wyrażam szczerą nadzieję, że Wiron jest odpowiednio żywiony, bo z informacji, które uzyskałam wynika, że pies dostaje suchą karmę… Jeśli jestem w błędzie, proszę mnie poprawić. Nie rozumiem także, co oznaczają „powody administracyjne”, bo to był jeden z czynników, przez które „kolejny transport psa był wykluczony”. Na koniec chciałabym dodać, że nie mam żalu i nie została urażona moja duma z powodu nie oddania Wirona pod moją opiekę. Podobnie, nie odczuwam żalu, ani złości, że „inni >> w domniemaniu Fundacja<< nie dojrzeli we mnie potencjału właściciela dla rottka, jaki widział hodowca”, bo tak właśnie wypowiedziała się jedna z wolontariuszek Fundacji na mój i hodowcy temat, na jednym z forów. Chciałabym doprecyzować i raz na zawsze rozwiać wszelkie wątpliwości, aby zarzuty jak powyższe, oraz wmawianie, że zależało mi tylko na jądrach Wirona i potrzebny był mi do rozmnażania, się nie powtarzały. Moja chęć adopcji Wirona podyktowana była troską o ciężką sytuację w jakiej się znalazł, o jego zdrowie , oraz chęć ratowania go przed bezdomnością. Znałam dobrze jego sytuację jeszcze zanim do Fundacji trafił i już wtedy hodowca podejmował starania o znalezienie dla niego dobrego domu. Zależało mi, aby pies trafił do mnie jak najszybciej, oraz zanim podjęte zostaną jakiekolwiek działania związane z jego diagnostyką ze strony Fundacji, bo sama chciałam zapewnić mu najlepszą opiekę weterynaryjną, a dobrze wiem, ile to kosztuje. Chciałam odciążyć Fundację od ponoszenia kosztów związanych z leczeniem i utrzymaniem Wirona. Za te pieniądze mogliby zająć się innymi psami, które tego wymagają, a nie ma osób chętnych do ich adopcji. Jak się okazało, moje przypuszczenia były słuszne, bo Fundacja sama przyznała, że zwykle nie udaje im się zebrać całej kwoty na utrzymanie i leczenie psa. Swoje stanowisko odnośnie prośby niekastrowania wyjaśniłam powyżej, w pierwszym akapicie, więc nie będę dublować. Dziwi mnie tak jawne odrzucanie chęci pomocy. Nie rozumiem też, dlaczego Fundacja w kontakcie z hodowcą nie przekazywała prawdziwych informacji, oraz dlaczego nie skontaktowała się ze mną, aby wyjaśnić sytuację psa, tylko zupełnie zignorowała moją osobę. Jestem osobą doświadczoną i obytą z rasą, bo wśród rottweilerów się wychowywałam. Towarzyszą mi przeszło 20 lat. Każdy pies w moim domu dożywa sędziwego wieku – najstarszy rottek dożył 13 lat, aktualnie oprócz 2 młodych suk posiadam też 13-letnią amstaffkę (rodowodową i proszę sobie wyobrazić, że wysterylizowaną). Bez względu na to, czy pies jest wystawiany na ringach, czy też nie, nie zostaje wykastrowany / suczka wysterylizowana, o ile nie zachodzi konieczność podyktowana zagrożeniem życia. Bez względu na powyższe, żaden pies w moim domu, który nie posiadał uprawnień hodowlanych, nie był rozmnażany. Nie wiem skąd zatem taki atak na moją osobę, że właśnie w tym konkretnym celu potrzebowałam Wirona. Potrafię o psy zadbać, mam środki na ich utrzymanie i opiekę. Psy mieszkają u mnie w domu, mają do dyspozycji duży ogród, sad, niedaleko pola i lasy, gdzie wychodzimy na spacery codziennie. Często zabieram je także ze sobą do pracy, nie pozostają same i bez opieki. Miałam do czynienia z psami o różnym charakterze i usposobieniu. Podjęłam naukę w kierunku treser - behawiorysta – zoopsycholog. Głównie w celu poszerzenia wiedzy i uzyskania odpowiednich uprawnień, bo z psami pracuję od dawna. Z własnymi psami, dla jasności. Nie udzielam odpłatnych porad w tej dziedzinie, nie chwalę się wszędzie i wszystkim swoją wiedzą, jeśli jednak zgłaszają się do mnie ludzie potrzebujący pomocy, pomagam zgodnie ze zdobytą wiedzą i umiejętnościami, choć jest to sporadyczne – podkreślam to, aby nie zarzucono mi pracy bez uprawnień. Biorę udział w seminariach i szkoleniach. Wszystko po to, aby móc profesjonalnie zająć się SWOIMI psami. W razie konieczności, także pomóc innym potrzebującym. Tak właśnie, jak chciałam zrobić w przypadku Wirona. Mimo to, totalnie mnie zlekceważono. Nie otrzymałam żadnej decyzji w sprawie mojego pisma, wydaje się jednak jasne, że Fundacja nie chciała, abym to ja została jego właścicielką. Decyzję taką uważam nie tylko za niezrozumiałą i nielogiczną, ale także bezpodstawną i pochopną, a przede wszystkim krzywdzącą zarówno Wirona, jak i pozostałe psy pod opieką Fundacji, na które nie starcza środków do utrzymania. Wyrażam jednak szczerą nadzieję, że uda się Fundacji znaleźć odpowiedni i kochający dom dla Wirona, na który nie będzie musiał czekać latami. Będzie zapewne wspaniałym towarzyszem i przyniesie przyszłemu właścicielowi wiele radości. Fundacja Rottka jest organizacją pożytku publicznego i ma z tego tytułu określone kryteria - m.in. jawność działania. Liczę, że się z tego wywiąże i udzieli rzetelnych i prawdziwych informacji dotyczących stanu zdrowia Wirona jak i wszystkich działań podjętych w jego sprawie. I.B.

  • Gość

    Jestem w szoku. Mam rottweilery kilkadziesiąt lat, kocham je i znam doskonale. Wydawało mi się, że Fundacja Rottka jest przyzwoitą organizacją, naprawdę kochającą rottweilery i chcącą im pomagać, ratować przed bezdomnością i znajdować im doskonałe domy. A po przeczytaniu tego wątku jestem przerażona i zaczynam się bać, czy Fundacja naprawdę działa dla dobra psów czy ludzi Fundacji.

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.