Szczeniaki w śmietniku

Wolontariusze ratują zwierzęta porzucone przez właścicieli wyjeżdżających na urlop
Pasłęk. Trudno zliczyć psy, które w wakacje są porzucane przez właścicieli. - Tylko w ostatnim czasie trafiło do nas kilkanaście takich czworonogów. Niektóre były na wpół żywe z wygłodzenia i stresu - mówi Barbara Zarudzka, prezes Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Obrońców Praw Zwierząt w Pasłęku. Psy znajdowane są na polach, przy drogach, a ostatnio nawet w śmietniku. Wakacje to jeden z gorszych okresów dla pasłęckiego stowarzyszenia.
- Ludzie wyjeżdżają na urlop z psem, a po drodze go porzucają. Im dalej od domu, tym lepiej, bo to daje gwarancję, że nie trafi z powrotem. To prawdziwa plaga - dodaje.
Nie ma tygodnia, żeby do stowarzyszenia nie trafiła informacja o wałęsającym się zwierzaku. Zdarza się jednak, że mieszkańcy sami rozwiązują ten problem. Kilka dni temu wolontariusze ze stowarzyszenia uratowali dwa szczeniaki. Leżały w śmietniku. Suka miała mniej szczęścia. Ktoś ją zastrzelił.
- Trudno opisać okrucieństwo, z jakim traktowane są zwierzęta. Głodzenie, pobicia, przywiązywanie do drzewa, strzelanie do nich - to wszystko się zdarza, to nie wymysł nawiedzonych obrońców zwierząt - przekonuje Zarudzka. - Najgorsze jest jednak, że osoby, które dopuszczają się takich rzeczy, są praktycznie bezkarne. Drastyczne sprawy czasami trafiają do sądu, ale co z tego, gdy i tak są umarzane.
W Pasłęku znaleźli się ludzie, którzy chcą pomóc zwierzakom. W stowarzyszeniu działa kilkunastu wolontariuszy. Wspomaga ich kolejnych kilkanaście osób, w tym strażnicy miejscy, władze gminy Pasłęk, weterynarze i policjant - treser psów. - Dzięki nim zwierzaki są leczone, a kilkudziesięciu udało się znaleźć dom - mówi pani prezes. Na adopcje czekają kolejne pieski. Osoby zainteresowane ich przygarnięciem mogą zgłosić się do stowarzyszenia.
- Ostrzegam, że nasze pieski trafiają tylko do sprawdzonych domów. Już raz je ktoś porzucił, nie chcę, by to się powtórzyło - dodaje Barbara Zarudzka.
Czujni sąsiedzi
O chudym i wygłodniałym psie, który wyje z głodu, dowiedzieliśmy się od mieszkanki Czachówka (gm. Gardeja). Kobieta w rozmowie telefonicznej opowiedziała reporterom kwidzyń-skiego oddziału "Polski Dziennika Bałtyckiego", że pies jest zabiedzony i poprosiła, żeby zaalarmowali odpowiednie służby. Sprawę przekazaliśmy policjantom z posterunku w Gardei. -Właściciel tłumaczył na początku, że pies chorował, dlatego jest taki chudy - mówi mł. asp. Lech Przanowski, szef policji w Gardei.
Funkcjonariusze poprosili lekarza weterynarii, by ten ocenił stan zwierzęcia. Weterynarz przyznał, że pies jest w złej kondycji, gdyż dostaje zbyt mało jedzenia. Zalecił także, by zwierzę zostało odrobaczone. Śladów bicia nie znalazł. Właściciel bronił się, tłumacząc, że pracuje od godz. 7 do 19 w sąsiedniej wsi i daje jeść czworonogowi rano i wieczorem.
- Mężczyzna obiecał, że zajmie się lepiej psem. Ma go przenieść w miejsce, gdzie pracuje i częściej karmić. Za dwa tygodnie sprawdzimy, czy dotrzyma słowa - mówi mł. asp. Lech Przanowski.
Gdzie zgłosić
Jeśli zauważyłeś wałęsające się zwierzę bez opieki, powiadom o tym straż miejską, schronisko lub weterynarza, a na wsi pracowników urzędu gminy lub sołtysa.
Natasza Jatczyńska - Dziennik Bałtycki

  http://www.naszemiasto.pl/pies/

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie