Latem pies zawadza?

Pabianickie schronisko dla zwierząt przeżywa prawdziwe oblężenie. Dawno już jego pracownicy nie przyjęli tak wielu psów w tak krótkim czasie. Tuż przed rozpoczęciem wakacji, w ciągu niespełna dwóch tygodni, przed pierwszym letnim weekendem do schroniska trafiło ponad 30 czworonogów. Jak na Pabianice, to bardzo dużo - podkreślają pracownicy placówki.
- Pobiliśmy w tej kwestii absolutnie niechlubny rekord. W ubiegłym roku przed wakacjami przyjęliśmy o wiele mniej zwierząt. Słyszeliśmy, że w tamtym roku schronisko w Łodzi przeżywało latem prawdziwe oblężenie, ale u nas taka sytuacja zdarza się chyba po raz pierwszy - zaznacza Bożena Pluta , pracownik pabianickiego schroniska dla zwierząt. Właściciele psów najprawdopodobniej zwyczajnie pozbywają się swoich pupilów, które najwyraźniej komplikują im urlopowe plany. 90 procent czworonogów, które trafiły przed wakacjami do schroniska, przywiozła tam straż miejska. Zwierzęta są znajdowane w całym mieście, najczęściej jednak na jego obrzeżach - ul. Hermanowskiej, Kresowej czy Jałowcowej.
- Najgorsze jest to, że tych psów nikt nie szuka, nikt się o nie nie dopytuje. A pierwszym odruchem, gdy zginie nam pupil, powinien być przecież telefon do schroniska. Wielu osobom jest więc najwidoczniej na rękę, że psa już nie ma - podkreśla Bożena Pluta. Dramat zwierząt jest tym większy, gdy właściciel dla pewności, by pies nie wrócił do domu, porzuca go na ulicy w szczelnie zawiązanym worku. Taki los spotkał 1,5 rocznego mieszańca, który trafił do schroniska zupełnie wycieńczony i odwodniony. Nie dawano mu wielkich szans na przeżycie, ale zwierzę doszło w końcu do siebie. Pies jest łagodny, ale nadal bardzo nieufny w stosunku do ludzi. Widać, że się boi, bo ktoś go bardzo skrzywdził. Przyjął serię kroplówek i jego stan jest już dobry, ale nie bawi się z innymi psami, nie przychodzi też do pracowników placówki. Porzucone psy, zagubione i zdezorientowane, próbując wrócić do domu bardzo często kończą też pod kołami samochodów. Po wypadku właśnie do schroniska trafił niedawno 2-letni mieszaniec z terierem. Był bardzo poobijany, nie chodził. Jego stan już się poprawił, ale nadal jest pacjentem psiego szpitala.
- Po większość z tych zwierząt właściciele już nie wracają. Mają szansę na znalezienie domu tylko dzięki adopcji przez innych ludzi - przekonuje pani Bożena.
(dep) - Express Ilustrowany
 
Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.