GNIEZNO - Ich psy walczyły, złożyli zażalenie, że im je zabrano

Dziewięć psów, które w zeszłym tygodniu policja zarekwirowała w czasie walki czworonogów na ringu, w stodole w miejscowości Kąpiel, nadal przebywa w gnieźnieńskim schronisku. Krzysztof Półrolniczak, weterynarz, kierownik przytuliska, informuje, że zarówno psychiczny, jak i fizyczny stan zwierząt jest coraz lepszy. Są pod stałą kontrolą weterynaryjną. Jako że są bohaterami w miarę świeżej afery wiele osób interesuje się ich losem i deklaruje, że zajmie się pokrzywdzonymi zwierzakami. Co się jednak z nimi stanie, o tym zadecyduje sąd. Przypomnijmy, w ostatnią sobotę września, ok. godz. 12, grupa gdańskich, poznańskich i gnieźnieńskich policjantów w asyście antyterrorystów zatrzymała kilkanaście osób trudniących się organizowaniem nielegalnych walk psów. Funkcjonariusze mogą mówić o wielkim szczęściu. Kiedy weszli do stodoły, walkę toczyły psy ras uznawanych za niebezpieczne – jak się później okazało mieszanki staffordów z pitt bulami. Policja zatrzymała 18 osób z województwa wielkopolskiego i pomorskiego. Siedem z nich usłyszało zarzut znęcania się nad zwierzętami. Grozi im do dwóch lat więzienia. Jednak, jak się wydaje, bardziej niż o siebie boją się o los skonfiskowanych zwierząt. Piotr Gruszka, zastępca prokuratora rejonowego w Gnieźnie, poinformował, że zatrzymani złożyli żalenie na decyzję o odebraniu im psów.
– Chcą, aby czworonogi zostały im zwrócone – mówi. Czy istnieje możliwość, że po tak spektakularnej akcji i po zebraniu dowodów, że psy walczyły, istnieje możliwość, że sędzia zgodzi się na ich powrót do właścicieli? Obrońcy zwierząt mają nadzieję, że nie. Nie mają wątpliwości, że w innym wypadku zwierzęta nadal będą brały udział w nielegalnych walkach.
– Ci ludzie zarabiają na tym bardzo dużo, nic więc dziwnego, że chcą odzyskać psy. Myślę jednak, że sąd na to nie pozwoli. Ludzie czerpią z tego korzyści majątkowe, a kto pomyśli o tych poharatanych, skrzywdzonych zwierzętach – mówi Janina Matczyńska, z gnieźnieńskiego oddziału TOZ. Grzegorz Bielawski, z Pogotowia dla Zwierząt, relacjonuje, że walki najczęściej organizowane są w stodołach, w ustronnych miejscach. Członkowie pogotowia niejednokrotnie znajdowali w takim opuszczonym miejscu pozostawione poranione psy. Wiele z nich nie nadawała się do dalszego leczenia i musiała być uśpiona. Czy taki sam los czeka dziewięć psów w gnieźnieńskim schronisku?
Krzysztof Półrolniczak, informuje, że psami interesowała się nawet fundacja z Holandii, do której trafiają tego typu psy.
– Telefonicznie zadeklarowano nam, że mogą zabrać psy i to prawie natychmiast – mówi. Dodaje, że również wielu gnieźnian pyta o losy czworonogów, są nawet osoby zdecydowane je zabrać.
– Psy nie są jednak przeznaczone do adopcji, przynajmniej na razie. O ich losach zadecydują inne instancje – tłumaczy. Jego zdaniem, mogą trafić do innych rodzin, jednak rozsądnie trzeba wybrać im właściciela. – Te psy nie są agresywne, lecz trzeba pamiętać, że były szkolone do walk. Dlatego nie mogą trafić w pierwsze lepsze ręce – mówi.

www.naszemiasto.pl/pies
Karolina Barełkowska

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie