Wychowanie psa - Przyczyny agresji

Coraz więcej mówi się o przypadkach pogryzienia, a nawet zagryzienia ludzi przez psy. Nasuwa się oczywiste pytanie: dlaczego psy atakują? Wielu domorosłych "znawców" tematu - które z psami niewiele mieli do czynienia - wysuwa teorie o agresywnych rasach (lista psów niebezpiecznych), o ludojadach, szkodliwości szkolenia obronnego itp., jako przykład podając czworonoga sąsiada. To trochę za mało, żeby formułować wnioski i oskarżać wszystkie zwierzęta. Problem agresji oczywiście istnieje i nie można go lekceważyć, ale należy zastanowić się nad źródłem zjawiska.

Od wielu lat zajmuje się hodowlą i wychowaniem psów. Mam w domu psy z Majorki, rottweilery i amstaffy, a na szkolenie trafiają do mnie rasy uznawane za "trudne" lub agresywne: owczarki kaukaskie, cane corso, dogi de Bordeaux, mastify angielskie, bullmastify, mastino napoletano, bullteriery. Agresja lub tchórzliwość, stanowią ok 70% problemów, z powodu których psy te trafiają w moje ręce. Na podstawie doświadczeń i obserwacji mogę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że nie ma ras agresywnych.

Osobniki agresywne zdarzają się w każdej rasie, a z rozmów z właścicielami czworonogów wynika, że małe pieski atakują znacznie częściej niż duże. jednak nikt nie traktuje ich poważnie, gdyż nie są w stanie zrobić krzywdy. Ale agresja np. yorkshire terriera, który z furią rzuca się na palec chlebodawcy i ze względu na duże braki w uzębienie nie pozostawia nawet śladu, ma takie samo podłoże, jak agresja u amstaffa, który odgryza np. rękę.

Najwięcej pogryzień mają na "sumieniu" mieszańce z owczarkiem niemieckim, tzw. wilczury, ale ma to związek z bardzo dużą ilością psów tego typu. Z doniesień prasowych wiadomo, że oprócz cieszących się złą sławą rottweilerów i amstaffów, gryzą także bullmastify, dogi de Bordeaux, alaskany malamute, owczarki niemieckie, belgijsikie, briady, charty rosyjskie, irlandzkie, afgańskie i wiele innych, ale są to pojedyncze przypadki. Wysuwanie na tej podstawie wniosków o agresji rasy jest - delikatnie mówiąc - nieporozumieniem. To tak jakby za śmierć ofiar psychopatycznego mordercy oskarżać całe społeczeństwo, dopatrując się agresji i skłonności do zabijania człowieka.

Pies rodzi sie po to by kochać człowieka i w genach ma "zapisaną" chęć oraz potrzebę bycia z ludźmi. Pies jest jedynym zwierzęciem na świecie, które dla człowieka "zdradziło" własny gatunek. Co przez to rozumieć? każde zwierzę, nawet bardzo zaprzyjaźnione z człowiekiem, wybierze zawsze towarzystwo innych przedstawicieli swego gatunku, a dla psa najważniejszy pozostanie ukochany pan. Ta specyficzna więź trwa od tysiącleci i pozostanie na zawsze, tak jak na zawsze pies pozostanie symbolem wierności i bezinteresownej miłości.

Skąd więc biorą się przypadki agresji? Nikt dotąd w Polsce nie pokusił się o szczegółową analizę tego zagadnienia,. Etiolodzy amerykańscy uważają że agresja psa może mieć różne przyczyny. najwięcej bp 70% to agresja spowodowana złym wychowaniem i nieodpowiednim szkoleniem przez właściciela. 20% to agresja wynikająca z nawyków wyniesionych z gniazda u hodowcy (brak socjalizacji, agresywna matka), 9% to agresja wynikająca z tchórzostwa, a zaledwie 1% przypada na agresję wrodzoną.

Oczywiście tego typu obserwacje są tylko częściowo wiarygodne, gdyż przeprowadzono je na małej grupie zwierząt. Poza tym nie można do końca stwierdzić, czy siedmiotygodniowe szczenię zabierane od hodowcy było całkowicie nie agresywne albo tchórzliwe.

Z własnych obserwacji hodowlanych wynika, że wszelkiego rodzaju testy, przeprowadzane na szczeniętach w celu określenia ich psychiki sprawdzają się w ok. 65%. Np. miałam w miocie sytuację, kiedy ewidentnie tchórzliwy w wieku 6-tygodni piesek, wychowywany przez nabywców ściśle wg moich wskazówek, wyrósł na całkiem pewnego siebie roczniaka, a w wieku 2 lat stał sie nieustraszonym obrońcą całej rodziny.

"Metamorfozy" zachodziły też w innych sytuacjach: piesek określony jako niezależny i mało kontaktowy, wyrósł na wspaniałego towarzysza, a jego "miotowa" siostra, określona jako przyjazna i kontaktowa, okazała się zaczepną indywidualistką. Podałam skrajne przykłady, które zdarzają się stosunkowo rzadko, ale pojawia się naprawdę dużo drobniejszych różnic w charakterze.

Jeśli szczenię było prawidłowo socjalizowane u hodowcy, to jego przyszła osobowość ukształtuje nowy właściciel. Wystarczą drobne błędy wychowawcze, żeby z poprawnego psychicznie pieska wyrósł czworonóg niezrównoważony. Mówię , że "pies upodabnia się do właściciela". W pewnym sensie jest to racja: agresywny człowiek wychowa agresywnego psa. Osobnik lękliwy wychowa zwierzaka lękliwego. Tak czy inaczej za agresje psów odpowiadają właściciele. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie jak to się dzieje, że z rozkosznego szczeniaka wyrasta z czasem tyran, terroryzujący rodzinę? Podam kilka najczęściej popełnianych błędów wychowawczych, które z czasem mogą "zaprocentować" w negatywny sposób.

Przykład1. Zabawa z aportem Często zdarza się, że piesek złapie coś w zęby i nie chce oddać. Większość właścicieli przy braku reakcji na słowo "puść", "fe", itp., wyszarpuje przedmiot z pyska lub na siłę otwiera maluchowi mordkę. BŁĄD. Uczy się w ten sposób szczenię, że przy pomocy agresji i przewagi fizycznej można wyegzekwować uległość. Prawidłowe postępowanie to "wymiana towaru" na bardziej atrakcyjny. Jeśli podsuniemy pod nos pachnący kawałek mięsa, maluch na pewno wypuści piłkę lub szmatkę by zjeść smakołyk. Podobny błąd popełniają właściciele, gdy usłyszą od "fachowca", że trzeba szczeniakowi zabierać kości czy miskę z jedzeniem, żeby wiedział "kto tu rządzi". Owszem - piesek ma wiedzieć kto jest przewodnikiem stada, ale trzeba to robić również na zasadzie wymiany. Można przecież zabrać szczenięciu kość bez wyrywania czy rozwierania szczęk. Kawałek smażonego mięsa, np. wątróbki przekona każdego pieska. "Wymieniając towar" trzeba mówić "puść" lub "oddaj", tak aby jednocześnie uczyć reakcji na komendę.

 

 

Przykład2. Wspinanie się na tylne łapy. Po powrocie właściciela do domu, szczenię witając się najczęściej wspina się na tylne łapki i domaga się pieszczot. Większość właścicieli psów cieszy się z takich objawów sympatii i pochylając się głaszcze malucha. Pies otrzymuje więc nagrodę za skakanie i utwierdza się w przekonaniu, że robi dobrze. Dopóki jest mały właścicielowi to nie przeszkadza. jednak w miarę wzrostu takie przyzwyczajenie zaczyna być bardziej kłopotliwe: duże łapy bywają brudne, a waga też "robi swoje". Dla psa nie ma to jednak żadnego znaczenia, przecież zawsze był nagradzany. Przychodzi moment, że duży pies stojący na tylnych łapach może spokojnie spojrzeć w oczy właściciela niemal z tego samego poziomu. Jednocześnie "pan" zaczyna reagować niechętnie lub nawet agresywnie na niewygodne czułości. Jest to idealny moment do powstania konfliktu, który z czasem może zaowocować agresją u psa. Nie litujmy się więc nad szczeniakiem gdy skacze. Należy go zignorować a pochylić się i pogłaskać dopiero wówczas, gdy mały stoi czterema łapami na ziemi.

Przykład3. Właściciel wychodzi ze szczenięciem na spacer. Piesek ciągnie niemiłosiernie na wszystkie strony, ale jest mały i niezbyt silny, więc jego zachowanie nie jest specjalnie uciążliwe. Dopiero gdy nagłe szarpnięcie szybko rosnącego szczeniaka przewróci właściciela np. w błoto, zaczyna się reakcja. Na początek Pan kupi kolczatkę, która na około 3-4 tygodnie pozornie likwiduje problem. jednak jest ona używana tak samo jak obroża, pies "uodparnia" się na kolce i cała zabawa zaczyna się od nowa. Wtedy najczęściej zapada decyzja o oddaniu psa do szkoły. BŁĄD! Psa trzeba wychować od szczenięcia, a w razie trudności zgłosić się do fachowca i wraz z pociechą uczestniczyć w lekcjach. Pozostawienie rocznego rozbestwionego psiaka na kilka tygodni u obcego człowieka jest poważnym nieporozumieniem. Większość tzw. treserów traktuje psy szablonowo i szkoli wszystkie rasy i wszystkie przypadki w ten sam sposób, przy czym główną metodą pracy jest agresywne i siłowe zademonstrowanie psu "kto tu rządzi". Przez kilka tygodni pies uczy się w ten sposób "posłuszeństwa". Faktycznie - przy odbiorze ze szkoły reaguje na polecenia tresera i kiedy właściciel porównuje jego zachowanie przed i po szkoleniu, na ogół jest zachwycony "cudowną odmianą". Ale gdy pupil wraca do domu, często zapomina czego nauczył się w szkole i po paru miesiącach wszystko wraca "do normy". Słyszy się wtedy opowieści, że "tyle pieniędzy" wydano na szkołę, a pies nic nie umie.

Dlaczego tak się dzieje? Treser nauczył psa reakcji na podstawie komendy, ale go nie wychował. Jest to po prostu niemożliwe do zrobienia w ciągu tygodni. Poza tym fachowiec WIE czego się po psie spodziewać i jak z nim pracować, gdy właściciel odbiera psa ze szkoły, nadal nie wie nic ponad to, co wiedział wcześniej. Wykład zrobiony przez tresera jest za krótki i na ogół ta wiedza szybko "wylatuje z pamięci". Pies natomiast ma trochę poukładane w głowie, ale niezbyt utrwalone (bo kilka tygodni to za mało czasu). Tylko właściciel, który weźmie sobie do serca uwagi tresera i będzie codziennie i umiejętnie powtarzał przerobione lekcje ma szansę posiadać wyszkolonego psa.

Najczęściej jednak scenariusz wygląda inaczej: właściciel odbiera "wyszkolonego" zwierzaka, który pięknie pracuje z treserem. w domu wystarczy mu świadomość, że ma psa "po szkole". Po paru tygodniach przypomina sobie, że "miał powtarzać" lekcje, więc postanawia działać. Okazuje się, że pies nawet w połowie nie robi tego co umie. Właściciel się denerwuje, zaczyna krzyczeć i próbuje agresywnie i siłowo wyegzekwować posłuszeństwo. To pierwszy krok do przyszłych problemów z zachowaniem.

Przykład4. Mały ukochany szczeniak -członek rodziny - najczęściej sypia w dzień na fotelu właściciela ("bo jak słodko zwija sie w kłębuszek"). Potem nagle okazuje się, że jest za duży i właścicielowi nie podoba się dzielenie tapczanu z pupilem, a w fotelu też by chętnie sam posiedział. Zaczyna więc zganiać psa na ziemię. Ambitny zwierzać przestaje rozumieć "o co chodzi". Z jego punktu widzenia człowiek po prostu go zaczepia. W którymś momencie odpowie na zaczepkę agresją. Podaje ten przykład, bo bardzo często zdarza się, że pies atakuje właściciela właśnie w momencie, gdy ten zgarnia go z łóżka lub fotela. Bywa też tak, że człowiek nie ma nic przeciwko spaniu z psem, ale czworonóg położył się akurat na środku tapczanu. Właściciel próbuje więc wyszarpnąć spod niego chociaż kołdrę. Takie zachowanie też może sie zakończyć groźną awanturą.

Można spać z psem (mój syn nie zaśnie bez ciepłego, żywego czworonoga u boku), trzeba tylko wiedzieć co robić, żeby pies natychmiast i bez cienia wątpliwości opuścił tapczan czy fotel. Pracę nad tym trzeba zacząć już ze szczeniakiem. W momencie gdy leży na tapczanie czy fotelu, właściciel bierze smakołyk do ręki i mówiąc :"zejdź na dół", skłania malucha do opuszczenia legowiska. takie ćwiczenie trzeba powtarzać bardzo często, tak żeby dla psiaka stało sie oczywiste, co ta komenda oznacza. Wyuczony w ten sposób nie będzie miał żadnych skojarzeń z "agresywnym" zachowaniem człowieka. Moje psy często wylegują się na tapczanie ale wystarczy, bym ja lub syn wskazała palcem ziemię, a natychmiast opuszczają wygodne posłanie.

Zdarza się, że właściciele popełniają wszystkie błędy jednocześnie. Wtedy wcześniej czy później może dojść do tragedii. Trzeba pamiętać że znacznie łatwiej jest szczeniaka prawidłowo wychować, niż później eliminować już zakorzenione złe nawyki. Jeśli ktoś decyduje się na psa obronnego, szczególnie dużej rasy, musi liczyć się z koniecznością wychowania go już od pierwszych tygodni pobytu w domu. Odkładanie tego na bliżej nieokreślone "później" może doprowadzić do poważnych problemów, a w konsekwencji do tragedii.

Omówione powyżej przypadki dotyczą sytuacji, gdy właściciel ma psa od szczenięcia i sam kształtuje jego osobowość. Jednak najczęstsze przypadki pogryzień mają miejsce gdy człowiek nabywa starszego, np. rocznego psa. Jest to szczególnie niebezpieczne gdy pies to samiec i przebywał w kojcu.

Niestety nabywcy nie zdają sobie często sprawy z niebezpieczeństwa. Przekonywanie przez hodowcę, że roczny pies to "duży szczeniak" biorą czworonoga do domu. Trzeba pamiętać jednak, że chociaż roczniak to faktycznie bardzo młody pies, ma już pewne nawyki. Dla porównania: 12 miesięczny pies to "równolatek" 14-letniego dziecka. Jeśli nie był dotąd prawidłowo wychowywany, tylko doświadczony przewodnik da sobie z nim radę. Na ogół jednak ludzie, którzy mają dużo do czynienia z psami, nabywają zwierzęta bardzo młode, a te starsze trafiają w ręce naiwnych nowicjuszy. Często psy wcale nie są agresywne, a do tragedii doprowadza niewiedza właścicieli.

Dla ilustracji podam kilka przykładów, które wydarzyły się niedawno w Polsce. Pewna rodzina nabyła 2-letniego mastina napoletano. Po kilku dniach właścicielka wracał do domu w nocy. Wyrwany ze snu pies, nie oswojony jeszcze z nowym zapachem, ani z głosem, zaatakował. bardzo dotkliwie poranił kobietę pazurami i odgryzł jej palec dłoni. Agresja? Nie. To tylko prawidłowy odruch obrony ze strony psa i całkowity brak wyobraźni ze strony właściciela. Ktoś inny kupił rocznego bullmastifa i jeszcze tego samego dnia zostawił go w domu z 10 letnim chłopcem. Pies rzucił sie na chłopca i mocno go pokaleczył. Agresja? Na pewno nie. Za to doskonały przykład kompletnej ignorancji rodziców dziecka. pewien pan nabył 1,5 rocznego amstaffa. Zgodnie z obietnicami byłego właściciela pies był przyjazny i nieźle ułożony. Jednak po upływie miesiąca zdarzył się wypadek, amstaff zaatakował innego psa. Właściciel chciał odciągnąć psa od ofiary. W momencie gdy złapał zwierze za kolczatkę, pies błyskawicznie odwrócił się i zaatakował, miażdżąc rękę, która go trzymała. Agresja? Nie, Po prostu samoobrona. Walczący pies poczuł nagle że jest atakowany z drugiej strony i musiał pozbyć sie nowego "napastnika". Oczywiście należy próbować rozdzielić gryzące sie psy. Większość właścicieli nie wie jednak, jak to zrobić, by samemu nie oberwać. Odciągnąć należy obcego psa. W ten sposób pupil widzi, że człowiek działa zgodnie z zasadami funkcjonowania stada, tzn. pomaga jego członkowi. Kiedy odciąga się własnego psa staje sie po stronie wroga. Aby rozdzielić psy należy chwycić je za tylne łapy i maksymalnie wysoko podnieść do góry. W ten sposób czworonogi tracą oparcie i szczęki muszą puścić. Oczywiście ta metoda nie dotyczy psów szkolonych do walk.

I jeszcze jeden przykład: zakupiony od Rosjan roczny chart rosyjski borzoj, po miesiącu pobytu w nowym domu, rzucił się na właściciela masakrując mu twarz. Właściciel przechodząc obok śpiącego na tapczanie psa, nachylił się by go pogłaskać. Wyrwany ze snu pies zaatakował nie z agresji, tylko z potrzeby samoobrony.

Podane przykłady powinny zachęcić do refleksji. Ze swej strony mogę tylko odradzać zakup dorosłego psa. Jeśli jednak ktoś się zdecyduje, musi poświęcić dużo czasu na poznanie swego pupila i nauczyć sie przewidywania różnych sytuacji. Na zakończenie podam trzy podstawowe zasady obcowania z psem:

1. Kupuj tylko młodego psa (max. 8 miesięcy)
2. Wychowuj go od pierwszych dni, wykazując konsekwencję, wyrozumiałość i przyjaźń
3. Nigdy nie stwarzaj sytuacji, w której Twój pies może poczuć się zagrożony


Renata Jasinska
http://www.cadebou.com.pl/

loading...

Więcej w tym dziale:


  • Gość

    Gość

    Witam mam owczarka niemieckiego i mam taki problem ze atakuje psy na smyczy. A psy na podworku nawet jesli szczekaja daje spokuj chodz nie zawsze .swego czasu atakowal rez samochody ale to udalo mi sie wyeleminowac .czy moze masz pomysl jak z nim pracowac aby chodzil obok psow obojętne

    odpowiedz | zgłoś

    • Gość

      Gość

      Mam ten san problem co gość owczarek atakuje samice i psy na smyczy na podwórku nie jest najgorzej z samochodami daje rade ale z psami i kotami jest problem

      zgłoś
      Wprowadź wynik: 0 + 9 =

  • Ula

    Ula

    miesiąc temu adoptowaliśmy pieska z fundacji, typowy mieszaniec, ma pół roku, na początku był bardzo wycofany, bał się ludzi, nie szczekał nie jadł i nie pił, załatwiał się w domu, po tygodniu zaczął się aklimatyzować. Szybko się zadomowił, ma swój kojec, mnóstwo zabawek, poświęcamy mu większość czasu, bawi się, potrafi usiąść, podać łapę i wrócić kiedy jest spuszczany ze smyczy bez problemu. Problem zaczął się kiedy zaczęła odwiedzać nas rodzina i znajomi, w wejściu każdy dostał mały smakołyk żeby go do siebie przekonać i niby podziałało, leżał na nich, bawił się, dał się głaskać, chwalił się zabawkami do momentu aż ktoś koło mnie przeszedł. Wtedy dostaje jakiegoś ataku i zaczyna gryźć, nikt nie może koło mnie przejść. Staram się w takich momentach wyciszyć go i odwrócić uwagę, na chwile działa, znowu jest najlepszym przyjacielem każdego kto przyszedł, jednak uruchamia się na każdy krok w moja stronę. Nie wiem już co moge zrobić aby zrobił się łagodny w stosunku do ludzi odwiedzających nas, zwłaszcza, że nasze drzwi zawsze są otawrte i codziennie ktoś do nas przychodzi. Proszę o pomoc

    odpowiedz | zgłoś

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.